Pamiętam jak będąc dzieckiem (czyt. okres przedszkole-początek podstawówki) wystarczyło kilka słów i już kogoś znałem, nie wahałem się mu zaufać i będąc kompletnie wyzbyty uprzedzeń po prostu z nim gadałem o wszystkim jakbym znał go całe życie.
Wiem ... nie jest to wyłącznie moja historia bo dotyczy prawdopodobnie ... może nie 100% populacji, ale zdecydowanie nie jest to mniejszość.
Mam namyśli tę banalność w podejściu do ludzi, bo mogłoby być to momentami zgubne, gdyż nawiązywałem kontakt z wieeeeloma ludźmi, czasami niekoniecznie w moim wieku co aktualnie wydaje mi się niezbyt rozsądne (ale żyje, więc jest okej).
Patrząc z perspektywy jaką teraz obserwuje codzienność, widzę, że jestem ograniczony w zaufaniu do ludzi na potęgę. Niestety to nie wydaje mi się największa wadą, ponieważ z doświadczenia wiem, że nie warto ufać każdemu, a właściwie tylko ograniczone grono osób powinno mieć ten przywilej.
Jakiś czas temu uświadomiłem sobie, że moja zdolność do swobodnej rozmowy zanikła do tego stopnia, że mam problem z kontaktem ze swoimi znajomymi. Rozważam każde słowo i ograniczam się do przeczytania, po czym muszę się dokładnie wczytać i wymyślić jakąś odpowiedź, bo najczęściej mam wrażenie że nie ważne co powiem, to nic to nie wniesie, ale zostawienie tego bez jakiejkolwiek reakcji będzie odebrane jako olanie kogoś, o czym się przekonałem kilkukrotnie.
Nie mam zielonego pojęcia ... wróć ... mam prawie 100% pewność co wpłynęło na taki a nie inny rozwój mojej osobowości i serdecznie pozdrawiam tę osobę, bo nawet sobie nie zdaje sprawy z tego jak POTĘŻNY wpływ miała na moje życie ... Sam nie wiem czy powinienem dziękować, czy raczej
na nią i jej potomków rzucić jakąś cygańską klątwę.
Nie od dziś czuje, że ludzie w moim życiu byli i pewnie będą, ale ... chyba nie umiem przywiązywać do nich szczególnej uwagi, emocji, czy czegokolwiek co mogłoby wskazywać na relację dwojga normalnych ludzi. Mimo iż próbuje udawać, że to tylko okres przejściowy, w głębi mojego socjopatycznego serca czuje, że to się nie zmieni, chyba, że nagle w moim życiu znajdzie się osoba, która w jakiś "magiczny" sposób to zmieni jak zrobiła to kilka lat temu inna osoba.
Co ma na celu ta wypowiedź ... pewnie nic nadzwyczajnego, aczkolwiek miałem chyba po prostu potrzebę gdzieś to spisać i w razie czego ... nie wiem ...
Móc to kiedyś przeczytać i się zaśmiać, bo moje życie tak się zmieniło, że w ogóle nie znajduje to odzwierciedlenia w rzeczywistości.
Podesłać to komuś, kto zarzuca mi moją małomówność, by miał szansę zrozumieć mój punkt widzenia.
Zostawić to w otchłani internetu, by ktoś kiedyś na to trafił i wyśmiał, lub poczuł, że nie jest sam w tym świecie i nie tylko jego dotknęło coś podobnego.
Zostawiam ten post w spokoju i ... cóż ... zobaczymy czy któreś z moich przypuszczeń stanie się prawdą.
piątek, 28 sierpnia 2015
czwartek, 4 grudnia 2014
Jak zacząć pisać?
A więc ... od czego by tu zacząć ...
To pierwsza myśl jak pojawia się w głowie kiedy zaczynamy tworzyć. Dokładnie taka sama pojawiła się u mnie chwilę temu.
Zamierzam tutaj pokrótce opisać proces twórczy z jakim muszę się zmierzać co dzień ...
To pierwsza myśl jak pojawia się w głowie kiedy zaczynamy tworzyć. Dokładnie taka sama pojawiła się u mnie chwilę temu.
Zamierzam tutaj pokrótce opisać proces twórczy z jakim muszę się zmierzać co dzień ...
Pierwsza i najważniejsza zasada - "Jestem Autorem ... Jestem Autorką"
1.Nigdy się nie ograniczaj, bo niczego nowego nie wniesiesz. Jeśli zamierzasz napisać kolejną piosenkę o tym jak ktoś cię zranił, albo o tym jak życie jest złe - nie rób tego.
2.Jeśli ma być to kolejna opowieść o dziewczynie która się przeprowadziła do nowego miasta i spotyka miłość swojego życia, a przy okazji odkrywa że jest jakimś nadnaturalnym stworzeniem - nie rób tego.
2.Jeśli ma być to kolejna opowieść o dziewczynie która się przeprowadziła do nowego miasta i spotyka miłość swojego życia, a przy okazji odkrywa że jest jakimś nadnaturalnym stworzeniem - nie rób tego.
3.Jeśli chcesz tylko poćwiczyć styl pisania wzorując się na czymś, to zrób to, ale przyznaj się że zrzynasz z kogoś i nie podawaj tego jako swoje dzieło, bo mimo, że to napisałeś, to jest to nadal plagiat.
4.Mogę tak wymieniać co według mnie można, a czego nie można ale ...
Ja nie słucham swoich rad, ale jestem Autorem i mi wolno :D
Ja nie słucham swoich rad, ale jestem Autorem i mi wolno :D
Weź sobie jakiś czysty zeszyt, albo częściowo zapisany ... dyktafon, albo kamerę ... cokolwiek gdzie możesz nanieść to co masz akurat w głowie.
Nie zastanawiaj się nad tym co akurat mówisz, bo na to przyjdzie czas później. Daj się ponieść fantazji i niech historia sama się napisze.
Osobiście posiadam taki zeszyt w którym jest wszystko. Kawałki choreografii, notatki z biologii, teksty piosenek, jakieś bazgroły ... A kiedy poszukuje inspiracji otwieram go i przeglądam szukając czegoś co akurat mnie jakoś natchnie.
Często pomaga też rozmowa z kimś, kto jakby zna temat, albo też nie. Mam kilkoro znajomych, którzy pomagają mi w procesie twórczym. Podsyłam im kawałki tekstu, jakieś pomysły na historie, szkice i inne duperele. Później omawiamy co jest okej, a co można by poprawić lub wywalić. Pamiętajcie, że kiedy pytacie kogoś o zdanie, musicie się przygotować na krytykę lub pochwałę. Mam osoby, które mnie chwalą i osoby które wytykają mi błędy i oba te typy są przydatne.
Często pomaga też rozmowa z kimś, kto jakby zna temat, albo też nie. Mam kilkoro znajomych, którzy pomagają mi w procesie twórczym. Podsyłam im kawałki tekstu, jakieś pomysły na historie, szkice i inne duperele. Później omawiamy co jest okej, a co można by poprawić lub wywalić. Pamiętajcie, że kiedy pytacie kogoś o zdanie, musicie się przygotować na krytykę lub pochwałę. Mam osoby, które mnie chwalą i osoby które wytykają mi błędy i oba te typy są przydatne.
Nie zawsze chcemy usłyszeć, że coś jest złe i wtedy piszemy do osoby która nas pochwali. Wtedy podnosi nas to na duchu i nasza auto-duma rośnie co sprawia, że zaczyna nam iść lepiej. Są przypadki, kiedy jednak osoba popada w samozachwyt swoim majestatem i przestaje się starać bo zaczyna myśleć, że to jest świetne, podczas gdy ich poziom nie jest nawet przeciętny.
Czasami zdarza się, że nie możemy sklecić dwóch zdań, ołówek przestaje współpracować i ogólnie wszystko idzie jak krew z nosa. Jest to całkowicie normalne i jakby wpisane w bycie Autorem bądź Autorka.
Ja najczęściej wtedy po prostu przestaje próbować wycisnąć cokolwiek z siebie, bo to praktycznie nigdy nie będzie dobre. Między innymi dlatego mam takie odstępy czasowe pomiędzy postami :)
Zauważyłem u siebie jeszcze pewną zależność. Zacznę od tego że rozwijam się w wielu kierunkach. Śpiewam, piszę opowiadania i teksty piosenek, gram na gitarze i planuje zacząć coś komponować, tańczę, rysuje ... i pewnie coś o czym aktualnie nie pamiętam. Przez ostatnie lata zazwyczaj tylko jedna z wymienionych rzeczy mi wychodziła w zadowalający mnie sposób. Po jakimś czasie przestawała, co oznaczało, że coś innego powinno mi iść lepiej.
Ja najczęściej wtedy po prostu przestaje próbować wycisnąć cokolwiek z siebie, bo to praktycznie nigdy nie będzie dobre. Między innymi dlatego mam takie odstępy czasowe pomiędzy postami :)
Zauważyłem u siebie jeszcze pewną zależność. Zacznę od tego że rozwijam się w wielu kierunkach. Śpiewam, piszę opowiadania i teksty piosenek, gram na gitarze i planuje zacząć coś komponować, tańczę, rysuje ... i pewnie coś o czym aktualnie nie pamiętam. Przez ostatnie lata zazwyczaj tylko jedna z wymienionych rzeczy mi wychodziła w zadowalający mnie sposób. Po jakimś czasie przestawała, co oznaczało, że coś innego powinno mi iść lepiej.
Nigdy nie wiem co akurat będzie mi wychodziło, dlatego próbuje różnych rzeczy, czasami - tak jak ostatnio- zaczynam uczyć się czegoś nowego. Jakieś 2-3 tygodnie temu zacząłem ćwiczyć śpiewanie i podobno wychodzi mi to na zadowalającym poziomie. Nie wiem na ile jest to prawda, ale liczę że choć odrobinę lepiej mi to idzie.
Na koniec chciałbym Wam uświadomić, że nie zawsze coś się komuś spodoba, mimo, że wam to się podoba i tak jest od zawsze. Mnie na przykład teksty moich piosenek się podobają, a niektórym nie i muszę jakoś się z tym pogodzić, że nie każdy oszaleje na punkcie moich wytworów ... Wam może się nie podobać ten post i nie dotrzecie do tych słów, a tym którzy dotarli do końca tego monologu serdecznie dziękuję za uwagę.
P.S. - Wiem, że tekst jest chaotyczny, ale pisałem bez żadnego przygotowania. Jest tu to, co akurat przyszło mi na myśl, kiedy w ogóle wpadłem na pomysł by napisać o tym jak pisać ... INCEPCJA!
P.S. - Wiem, że tekst jest chaotyczny, ale pisałem bez żadnego przygotowania. Jest tu to, co akurat przyszło mi na myśl, kiedy w ogóle wpadłem na pomysł by napisać o tym jak pisać ... INCEPCJA!
piątek, 5 września 2014
Jak kończy się igranie z magią - opowiadanie
Witam ... Oto moje nowe opowiadanie (bez dialogowe). Prawdopodobnie przerobię to na kolejną historię, ale tym razem mam chociaż opis fabuł i wiem do czego dążyć, a nie tak jak dotychczas - "co wymyślę to będzie"...
Wszystko zaczęło się od śmierci znajomej mojej prababci. Prababcia poprosiła mnie o pomoc w usunięciu rzeczy z mieszkania koleżanki, bo mają na to tylko 3 dni. Zmarła kobieta była nauczycielką, więc miała regały pełne książek. Większość z nich była mało interesująca i przestarzała. Wykładając książki z półek natrafiłem na niebieską książkę o pisaną tytułem „Klucz do czarnej magii Cathbad”. Książka sama w sobie nie wydawała się być specjalnie mistyczna. Wyglądała raczej na wymyślone przez znudzonego człowieka zaklęcia, przepisy i kilka obrazków, które miały nadać głębi tej książce. Jako że coś niecoś mnie pasjonował ten temat postanowiłem sobie ją przywłaszczyć. Kiedy wróciłem do domu otworzyłem książkę i przejrzałem pierwsze strony. Większość zaklęć to przypominający łacinę bełkot. Wpisując w wyszukiwarkę Google frazy z książki, otrzymywałem jedynie informacje, że „strona internetowa jest niedostępna”. Odłożyłem ją do szafki, w której trzymałem resztę książek. Przez resztę dnia pojawiały się w mojej głowie ryciny, fragmenty inkantacji i wręcz kusiło mnie, aby ją zgłębić i przynajmniej wypróbować, co prostsze formuły. Kartkując książkę natrafiałem na poboczne zapiski, niestety już wyblakłe. Niektóre kartki były wyrwane, co rusz jakiś wiersz był przekreślony markerem z taką namiętnością, że tusz przebijał na kilka kolejnych stron. Czyżby starsza pani chciała coś zataić? Odłożyłem książkę i ponownie zacząłem szukać w intrenecie jakichś informacji, ale wyszukiwarka nie chciała współpracować. Próbowałem włączyć jakąkolwiek stronę, ale żadna nie odpowiadała. Po chwili komputer się zawiesił, a że było grubo po północy, wyłączyłem go i poszedłem spać. Rano pakując się do szkoły zgarniałem książki z szafki i postanowiłem zabrać ze sobą swój niebieski nabytek. Miałem nadzieje, że może Wiktoria będzie wiedziała, czy ta książeczka się do czegoś nadaje. Jako, że znów spóźniłem się na matmę, usiadłem w swojej ławce i podałem książkę Wice, by miała czas zapoznać się z lekturą. W połowie lekcji oddała mi mój tomik magii i powiedziała, żebym zajrzał na ostatnią stronę. Wziąłem od niej książkę i otworzyłem na ostatniej stronie. Była tam przyklejona kartka z zeszytu z jakimiś gryzmołami. Kiedy zacząłem wczytywać się w tekst zrozumiałem, że to przepis na przyzwanie jakiegoś ducha, czy bożka. Wyglądał na własnoręcznie spisany przez zmarłą koleżankę mojej prababci, albo kogoś, od kogo tę książką dostała. Wydawał mi się autentyczny, jednak nie wszystko było na tyle wyraźne by odczytać pełną formułę inkantacji. Poza słowami zaklęcia, był też rozrysowany krąg, który pozwalał na kontrolowanie przyzwanej duszy. Generalnie przepis nie był specjalnie wymagający, jednak potrzeba nam było, co najmniej sześciu osób by utworzyć krąg. Zacząłem się zastanawiać, kto nie bałby się wziąć udziału w rytuale. Z tego, co się orientowałem w magii to, aby krąg zadziałał, osoby muszą sobie nawzajem ufać i mieć więź emocjonalną. Wtedy zrozumiałem, że najbanalniej będzie zapytać po prostu naszą grupkę klasową. Było nas siedmioro, więc nawet jakby jedna osoba się wyłamała, to i tak starczy. Jako, że zadzwonił dzwonek powiedziałem Wice, żeby poczekała przez klasą. O dziwo nie stawiała sprzeciwu i nie pytała po co. Kiedy udało mi się wyjść z klasy i nie zostać stratowanym przez ponad trzydzieści par stóp, postanowiliśmy jednogłośnie, że najwygodniej będzie porozmawiać koło małej sali gimnastycznej, gdzie jest cicho i prawie nikogo nie ma. Ustaliliśmy, że ona pogada z Paulą, Karolą, i Paulinką, a ja się zajmę Kryśką i Wandą. Uznałem, że kwestię rekwizytów zostawimy na czas, kiedy uda się przekonać dziewczyny do udziału. „Narada” zajęła nam prawie całą przerwę, ale że po matmie mieliśmy etykę, nie spieszyło nam się nigdzie, bo babka nie wpisywała spóźnień. Kiedy weszliśmy do sali okazało się, że Okszusowa wybrała temat w dziesiątkę „Pogańskie legendy i zwyczaje”. W czasie lekcji dowiedziałem się, że do wielu obrzędów potrzebna była ofiara ze zwierzęcia, czasami wystarczyło symboliczne przelanie krwi poprzez nakłucie opuszka palca. Generalnie im większy obrzęd tym większa danina. Nasz rytuał miał przywołać niewielką duszę, więc generalnie ofiara z gołębia powinna wystarczyć. Dlaczego akurat gołąb? Wiktoria jakiś czas temu zrobiła zdjęcie własnoręcznie zdekonstruowanego gołębia. Uznałem, że skoro wtedy jej się udało, to teraz nie powinna mieć najmniejszego problemu. Kiedy profesor Okszus zakończyła lekcję nadszedł czas, aby przedstawić plan reszcie domniemanego kręgu. Złapałem Wandę i Krysie jak wychodziły z sali od religii, stanęliśmy koło parapetu i zacząłem tłumaczyć, co sobie wymyśliłem z Wiktorią i jakby to miało wyglądać. Krysia nie miała problemu (na marginesie Krysia ma tak naprawdę na imię Klaudia), ale Wanda twierdziła, że nie powinniśmy się w to bawić. Twierdziła, że nawet, jeśli nic z tego nie wyjdzie, to sama intencja jest zła. Stwierdziłem, że sam jej nie przekonam, a nie wiedziałem jak poszło Wice, więc wolałem na razie się nie spinać. Poprosiłem Wandę, żeby poczekała na mnie i Wikę przy bufecie na długiej przerwie, bo wtedy jej to wszystko dokładnie i szczegółowo wytłumaczymy. Spotkałem Wiktorię idąc pod klasę, a ona z uradowaną mordką powiedziała, że jeśli udało mi się przekonać Klaudię i Wandę to mamy krąg, bo Paulinka się wyłamała. Okazało się, że babcia jej naopowiadała, o tym jak ktoś z jej rodziny został opętany podczas seansu spirytystycznego. Podobno jej rodzina jest podatna na wpływ zaświatów. Przypomniało mi się, jak mówiła, że jej babcia jest wiedźmą oraz akcja z wróżeniem z kart na przerwie. Trochę szkoda nam było, bo mieć medium w kręgu, to przywołanie jakiegoś ducha byłoby gwarantowane. Powiedziałem Wice, że Wanda się nie zgodziła, ale obiecała, że jeśli opowiemy jej o wszystkim na długiej przerwie, to przemyśli całą sprawę. Oboje uznaliśmy, że nie pozostaje nic innego, jak podczas ekonomii ustalić plan działania, by przekonać Wandę do całej akcji. Generalnie nie ma sensu, abym opisywał teraz całą sytuację, bo zajęło nam to dłużej, niż się spodziewałem. Dopiero po lekcjach, kiedy poszliśmy do parku przy szkole, udało nam się razem z resztą przekonać Wandę, do wzięcia udziału w naszym „przedsięwzięciu”. Siedząc na trawie zaczęliśmy przygotowania do rytuału. Paula sprawdziła w necie, kiedy najlepiej rzucić urok. Wika i Karola zajęły się organizacją rekwizytów. Krysia i Wanda wzięły na siebie rozszyfrowanie słów inkantacji, a ja wziąłem książkę i zacząłem czytać kartka po kartce, szukając przydatnych informacji. Wiele informacji powielało się z tym, czego dowiedziałem się z innych źródeł. Trochę doświadczenia zdobyłem również podczas rytuałów, które wykonywałem podczas pełni. Kiedy czytałem kolejne formuły z książki, poczułem energie, która jakby znikąd pojawiła się wokół. Przypomniały mi się wtedy słowa naszej polonistki cytującej jakiegoś filozofa „tylko poprzez zgłębianie wiedzy zobaczycie to, czego nie dostrzegaliście przedtem”. Wanda i Klaudia oznajmiły, że to nie jest przepis na przyzwanie demona, przynajmniej nie do końca. Wszyscy z zaciekawieniem patrzyli i czekali na ciąg dalszy. Według tego, co mówiły, mogliśmy użyć tego zaklęcia do rzucenia klątwy na kogoś. Jedyne, czego potrzebowaliśmy, to kilka kropli krwi od każdego uczestnika kręgu i kilka ziół. Postanowiłem, że skoro to moja książka, to pierwszy chcę wybrać, na kogo rzucimy urok. Uznałem, że zaczniemy od mojej babki od niemieckiego. Nikt się nie sprzeciwiał, więc zapytałem czy wszystko jest gotowe. Paula dowiedziała się, że najlepiej będzie wykonać obrzęd za dwa dni. Wika i Karola powiedziały, że do jutra powinny już mieć wszystko, a Krysia i Wanda twierdziły, że odczytały wszystko, co istotne. Jako, że wszystko było już dopracowane, nie pozostało nic innego, jak czekać. Następnego dnia po lekcjach Karola przyniosła świece, zioła i inne takie. Wanda zaproponowała, że możemy zostawić wszystko w strzelnicy, bo nie oddała naszemu historykowi (który prowadził kółko strzelnicze) kluczy od sali. Jako, że nikt nie miał lepszego pomysłu zanieśliśmy torbę z rzeczami na strzelnicę i rozeszliśmy się do domów. Obudziłem się oczywiście po ósmej i jak zwykle byłem spóźniony. Sprawdzając telefon zobaczyłem kilka krótkich i treściwych smsów od Wiktorii. Generalnie pytała gdzie jestem i dodawała jakiś „uroczy” epitet. Pół godziny później byłem już w szkole gdzie reszta na mnie czekała. Tego dnia w naszej szkole odbywał Dzień Wiosny, więc nikogo nie obchodziło, dlaczego sześć osób szwendało się po szkole. Powinniśmy przebywać na sali gimnastycznej i patrzeć jak inne klasy udają, że umieją grać w siatkówkę. Udaliśmy się na poddasze gdzie mieliśmy odprawić rytuał. Wanda wyrysowała kręgi według schematu z kartki. Paula i Karola zaczęły rozpalać białe świece, Krysia przygotowała mieszankę ziół. Ja i Wiktoria jeszcze raz wszystko dokładnie omówiliśmy, żeby nie przerywać w trakcie. Kiedy wszystko było gotowe rozpoczęliśmy obrzęd. Wiktoria stanęła w środku, a my usiedliśmy na obrzeżach kręgu. Kiedy wszyscy byli już w gotowi Wiktoria podała każdemu z nas po świecy, które tworzyły krąg żywiołów. Po kolei każdy z nas upuszczał kilka kropel krwi do kielicha z ziołami. Później wszystko zaczęło dziać się samo. Szczerze mówiąc, nie pamiętam nawet czy to ja inkantowałem, czy Wiktoria. Wiem natomiast, że to ona poderżnęła głowę gołębia, przez co Krysia miała liczne dreszcze. Wszystko szło jak po maśle, ale jak przystało na dobrą historię – nadszedł czas na komplikacje. Kiedy zaczęliśmy powtarzać mantrę, jedna ze świec zgasła przerywając krąg. Wtedy nikt tego nie zauważył, bo zamknęliśmy oczy by się skupić. Kiedy dokończyliśmy rytuał, Paula zauważyła, że moja świeca zgasła. Spojrzeliśmy po sobie i chyba wszyscy poczuli się nieswojo. Ale wtedy Klaudia (jak to ona) parsknęła śmiechem i atmosfera zelżała. Paula, Krysia i Karola zajęły się sprzątaniem. Wanda zgasiła i zebrała resztę świec, a ja i Wika gadaliśmy o incydencie podczas obrzędu. Generalnie nie byłem do końca pewien, czy w ogóle to zadziała, więc nie przejąłem się tym. Kiedy wszystko doprowadziliśmy do stanu pierwotnego, poszliśmy na salę gimnastyczną, żeby wychowawczyni się nie czepiała. Większość czasu śmialiśmy się z nauczycieli, którzy grali z uczniami w siatkówkę i szczerze mówiąc nie wiem nawet, kto wygrywał. Paula patrząc na „zawodników” dostrzegła, że moja babka od niemieckiego też tam jest. Spojrzeliśmy po sobie i chyba każde z nas czekało na działanie zaklęcia. Gra powoli się kończyła, a klątwy jak nie było tak nie było. Karola zapytała, czy idziemy do parku, bo chce jej się palić. Nie trzymało nas tam nic. Kiedy wychodziliśmy z sali, Krysia zawiedziona brakiem efektów powiedziała, że nauczycielka niemieckiego mogłaby, chociaż nogę złamać - usłyszeliśmy głośny krzyk. Podszedłem bliżej, żeby zobaczyć, co się stało. Nie sądziłem, że to może być prawda, ale ofiara naszej klątwy leżała na ziemi, a z jej łydki wystawał kawałek kości. Zawołałem resztę. Wszyscy byliśmy zaskoczeni tym, że to się udało, a co poniektórzy z nas chyba czuli lekki strach. Kiedy dotarło do mnie, że to wszystko stało się dzięki nam, poczułem siłę i potęgę, jaka płynęła z takiej sposobności. Siedząc w parku rozmawialiśmy jeszcze chwilę o całej sytuacji, ale na tym nie poprzestało. Paula powiedziała, że skoro udało się z jedną osobą to, czemu nie spróbować z kilkoma naraz. Każdy z nas miał kogoś, na kim chciałby się zemścić, a materiały do rytuału trochę kosztowały. Karolina stwierdziła, że wystarczy złożyć odpowiednio większą ofiarę podczas obrzędu i powinno starczyć na tyle osób. Każdy z nas miał na początek wybrać jedną osobę, na którą miałby rzucić klątwę. Postanowiliśmy nie zdradzać sobie nawzajem, kogo planujemy przekląć. Jedynym problemem była wielkość ofiary, jaka miała starczyć na sześć osób. Wiktoria po chwili namysłu powiedziała, że się tym zajmie. Nikt nie wnikał jak zamierza to rozwiązać, bo wszyscy byliśmy przejęci faktem, że magia działa. Następy obrzęd odbył się tydzień później. Pierwsze dni po rzuceniu uroku były dziwne. Wiktoria mówiła, że w nocy ma wrażenie, że ktoś na nią patrzy. Krysia i Karola wspomniały, że w pierwszą noc po rzuceniu klątwy miały sen, w którym leżały w trumnie. Każde z nas czuło się nieswojo, ale mimo wszystko, każde z nas zjawiło się w szkole. Z tą różnicą, że dołączyła do nas Olka. Wiktoria zaproponowała, że mogłyby przeprowadzić obrzęd we dwie. Nie mieliśmy większych sporów o to, więc rozpoczęliśmy obrzęd jak poprzednio - świece, krąg i tak dalej. W całym tym zamieszaniu zapomniałem zapytać Wikę, czy rozwiązała problem zapłaty. Postanowiłem jednak nie przerywać obrzędu. Kiedy nadszedł czas złożenia ofiary, Wiktoria podeszła do Oli i powiedziała, że skoro jest tutaj pierwszy raz to jej pomoże. Rozejrzałem się za jakąś klatką gdzie mogłaby przetransportować jakieś zwierzę. Nic nie widziałem. Następne chwile były naprawdę chaotyczne. Zobaczyłem w dłoni Wiktorii nóż kuchenny, który służył nam za Athame. Ola stała do niej plecami. Nie jestem w stanie oddać emocji, które towarzyszyły mi w tamtej chwili. Wszystko wydawało mi się takie … Odrealnione. Wiktoria złapała Olkę za włosy i jednym pociągnięciem podcięła jej gardło. Krew była dosłownie wszędzie. Rozległ się krzyk, wrzask i charkoczące odgłosy dobywające się z rozciętej krtani. Dziewczyny przerwały krąg rozwalając świece po cały pomieszczeniu. Jedna ze świec potoczyła się tuż koło ciała Oli. Swąd palonych włosów rozszedł się po pomieszczeniu błyskawicznie, a strop zajął się ogniem. Wszyscy ruszyliśmy do drzwi, ale był mały problem – nie mogliśmy opuścić pomieszczenia.
Wiktoria stała w kałuży krwi i była jakby przytwierdzona do podłogi. Karola była uwięziona pod płonącymi deskami, które spadły z sufitu. Paula upadła i zaczęła się dusić. Pod Wandą zapadła się podłoga. Krysia leżała na podłodze a z jej ust wypływała woda. Wszyscy poza mną byli uwięzieni, a kiedy próbowałem podejść do kogoś, czułem jakąś dziwną barierę. Wszystko było nie tak! To miała być tylko zabawa. Chciałem stamtąd uciec, ale drzwi zatrzasnęły się przede mną, a część stropu całkowicie je zablokowała. Wtedy spostrzegłem, że dziewczyny są uwięzione na obrzeżach kręgu. Każda z nich była więziona przez żywioł, który reprezentowała. Jako jedyny byłem wolny, ponieważ według schematu kręgu zostałem czymś w rodzaju kotwicy. Miałem utrzymywać nas w świecie rzeczywistym. To wszystko działo się, ponieważ przerwaliśmy krąg. Ustawiłem, świece z powrotem na miejsca, zebrałem resztkę mieszanki ziół do miski i rozpaliłem. Całe pomieszczenie płonęło. Słyszałem krzyk i łomotanie w drzwi, które dochodziły zza ścian. Zacząłem się dusić – dym był wszędzie. Złapałem książkę z zaklęciami, która była już na wpół strawiona przez ogień. Próbowałem przyzwać niejaką Odyne – potężnego ducha wody – za pomocą inkantacji zamieszczonej w spisie demonów. Powtarzałem kółko zaklęcie z coraz mniejszą nadzieją, że uda mi się cokolwiek zdziałać …
Gdy się obudziłem, poczułem się zmieszany jak nigdy wcześniej. Zacząłem się rozglądać gdzie jestem. Zobaczyłem klęczącą nade mną Wandę, która chyba sprawdzała mi puls, choć wolałem nie pytać dla świętego spokoju. Z tego, co mi powiedziały tuż po zagaśnięciu świecy zemdlałem, a reszta świec zgasła zaraz po mojej. Opowiedziałem im co widziałem, podczas gdy byłem nieprzytomny. Kiedy skończyłem, widziałem w ich oczach zarazem rozbawienie, ale i niepokój. Jednogłośnie uznaliśmy, że przynajmniej na razie nie będziemy się bawić magią. Wanda pokazała mi skrytkę pod poluzowaną deską, gdzie ukryliśmy książkę, aby nikt inny jej nie użył. Kiedy przekroczyłem próg strzelnicy usłyszałem głos w głowie „Czy to, że coś wydawało się ułudą, musi być od razu kłamstwem?”.
ZAPRASZAM
Wszystko zaczęło się od śmierci znajomej mojej prababci. Prababcia poprosiła mnie o pomoc w usunięciu rzeczy z mieszkania koleżanki, bo mają na to tylko 3 dni. Zmarła kobieta była nauczycielką, więc miała regały pełne książek. Większość z nich była mało interesująca i przestarzała. Wykładając książki z półek natrafiłem na niebieską książkę o pisaną tytułem „Klucz do czarnej magii Cathbad”. Książka sama w sobie nie wydawała się być specjalnie mistyczna. Wyglądała raczej na wymyślone przez znudzonego człowieka zaklęcia, przepisy i kilka obrazków, które miały nadać głębi tej książce. Jako że coś niecoś mnie pasjonował ten temat postanowiłem sobie ją przywłaszczyć. Kiedy wróciłem do domu otworzyłem książkę i przejrzałem pierwsze strony. Większość zaklęć to przypominający łacinę bełkot. Wpisując w wyszukiwarkę Google frazy z książki, otrzymywałem jedynie informacje, że „strona internetowa jest niedostępna”. Odłożyłem ją do szafki, w której trzymałem resztę książek. Przez resztę dnia pojawiały się w mojej głowie ryciny, fragmenty inkantacji i wręcz kusiło mnie, aby ją zgłębić i przynajmniej wypróbować, co prostsze formuły. Kartkując książkę natrafiałem na poboczne zapiski, niestety już wyblakłe. Niektóre kartki były wyrwane, co rusz jakiś wiersz był przekreślony markerem z taką namiętnością, że tusz przebijał na kilka kolejnych stron. Czyżby starsza pani chciała coś zataić? Odłożyłem książkę i ponownie zacząłem szukać w intrenecie jakichś informacji, ale wyszukiwarka nie chciała współpracować. Próbowałem włączyć jakąkolwiek stronę, ale żadna nie odpowiadała. Po chwili komputer się zawiesił, a że było grubo po północy, wyłączyłem go i poszedłem spać. Rano pakując się do szkoły zgarniałem książki z szafki i postanowiłem zabrać ze sobą swój niebieski nabytek. Miałem nadzieje, że może Wiktoria będzie wiedziała, czy ta książeczka się do czegoś nadaje. Jako, że znów spóźniłem się na matmę, usiadłem w swojej ławce i podałem książkę Wice, by miała czas zapoznać się z lekturą. W połowie lekcji oddała mi mój tomik magii i powiedziała, żebym zajrzał na ostatnią stronę. Wziąłem od niej książkę i otworzyłem na ostatniej stronie. Była tam przyklejona kartka z zeszytu z jakimiś gryzmołami. Kiedy zacząłem wczytywać się w tekst zrozumiałem, że to przepis na przyzwanie jakiegoś ducha, czy bożka. Wyglądał na własnoręcznie spisany przez zmarłą koleżankę mojej prababci, albo kogoś, od kogo tę książką dostała. Wydawał mi się autentyczny, jednak nie wszystko było na tyle wyraźne by odczytać pełną formułę inkantacji. Poza słowami zaklęcia, był też rozrysowany krąg, który pozwalał na kontrolowanie przyzwanej duszy. Generalnie przepis nie był specjalnie wymagający, jednak potrzeba nam było, co najmniej sześciu osób by utworzyć krąg. Zacząłem się zastanawiać, kto nie bałby się wziąć udziału w rytuale. Z tego, co się orientowałem w magii to, aby krąg zadziałał, osoby muszą sobie nawzajem ufać i mieć więź emocjonalną. Wtedy zrozumiałem, że najbanalniej będzie zapytać po prostu naszą grupkę klasową. Było nas siedmioro, więc nawet jakby jedna osoba się wyłamała, to i tak starczy. Jako, że zadzwonił dzwonek powiedziałem Wice, żeby poczekała przez klasą. O dziwo nie stawiała sprzeciwu i nie pytała po co. Kiedy udało mi się wyjść z klasy i nie zostać stratowanym przez ponad trzydzieści par stóp, postanowiliśmy jednogłośnie, że najwygodniej będzie porozmawiać koło małej sali gimnastycznej, gdzie jest cicho i prawie nikogo nie ma. Ustaliliśmy, że ona pogada z Paulą, Karolą, i Paulinką, a ja się zajmę Kryśką i Wandą. Uznałem, że kwestię rekwizytów zostawimy na czas, kiedy uda się przekonać dziewczyny do udziału. „Narada” zajęła nam prawie całą przerwę, ale że po matmie mieliśmy etykę, nie spieszyło nam się nigdzie, bo babka nie wpisywała spóźnień. Kiedy weszliśmy do sali okazało się, że Okszusowa wybrała temat w dziesiątkę „Pogańskie legendy i zwyczaje”. W czasie lekcji dowiedziałem się, że do wielu obrzędów potrzebna była ofiara ze zwierzęcia, czasami wystarczyło symboliczne przelanie krwi poprzez nakłucie opuszka palca. Generalnie im większy obrzęd tym większa danina. Nasz rytuał miał przywołać niewielką duszę, więc generalnie ofiara z gołębia powinna wystarczyć. Dlaczego akurat gołąb? Wiktoria jakiś czas temu zrobiła zdjęcie własnoręcznie zdekonstruowanego gołębia. Uznałem, że skoro wtedy jej się udało, to teraz nie powinna mieć najmniejszego problemu. Kiedy profesor Okszus zakończyła lekcję nadszedł czas, aby przedstawić plan reszcie domniemanego kręgu. Złapałem Wandę i Krysie jak wychodziły z sali od religii, stanęliśmy koło parapetu i zacząłem tłumaczyć, co sobie wymyśliłem z Wiktorią i jakby to miało wyglądać. Krysia nie miała problemu (na marginesie Krysia ma tak naprawdę na imię Klaudia), ale Wanda twierdziła, że nie powinniśmy się w to bawić. Twierdziła, że nawet, jeśli nic z tego nie wyjdzie, to sama intencja jest zła. Stwierdziłem, że sam jej nie przekonam, a nie wiedziałem jak poszło Wice, więc wolałem na razie się nie spinać. Poprosiłem Wandę, żeby poczekała na mnie i Wikę przy bufecie na długiej przerwie, bo wtedy jej to wszystko dokładnie i szczegółowo wytłumaczymy. Spotkałem Wiktorię idąc pod klasę, a ona z uradowaną mordką powiedziała, że jeśli udało mi się przekonać Klaudię i Wandę to mamy krąg, bo Paulinka się wyłamała. Okazało się, że babcia jej naopowiadała, o tym jak ktoś z jej rodziny został opętany podczas seansu spirytystycznego. Podobno jej rodzina jest podatna na wpływ zaświatów. Przypomniało mi się, jak mówiła, że jej babcia jest wiedźmą oraz akcja z wróżeniem z kart na przerwie. Trochę szkoda nam było, bo mieć medium w kręgu, to przywołanie jakiegoś ducha byłoby gwarantowane. Powiedziałem Wice, że Wanda się nie zgodziła, ale obiecała, że jeśli opowiemy jej o wszystkim na długiej przerwie, to przemyśli całą sprawę. Oboje uznaliśmy, że nie pozostaje nic innego, jak podczas ekonomii ustalić plan działania, by przekonać Wandę do całej akcji. Generalnie nie ma sensu, abym opisywał teraz całą sytuację, bo zajęło nam to dłużej, niż się spodziewałem. Dopiero po lekcjach, kiedy poszliśmy do parku przy szkole, udało nam się razem z resztą przekonać Wandę, do wzięcia udziału w naszym „przedsięwzięciu”. Siedząc na trawie zaczęliśmy przygotowania do rytuału. Paula sprawdziła w necie, kiedy najlepiej rzucić urok. Wika i Karola zajęły się organizacją rekwizytów. Krysia i Wanda wzięły na siebie rozszyfrowanie słów inkantacji, a ja wziąłem książkę i zacząłem czytać kartka po kartce, szukając przydatnych informacji. Wiele informacji powielało się z tym, czego dowiedziałem się z innych źródeł. Trochę doświadczenia zdobyłem również podczas rytuałów, które wykonywałem podczas pełni. Kiedy czytałem kolejne formuły z książki, poczułem energie, która jakby znikąd pojawiła się wokół. Przypomniały mi się wtedy słowa naszej polonistki cytującej jakiegoś filozofa „tylko poprzez zgłębianie wiedzy zobaczycie to, czego nie dostrzegaliście przedtem”. Wanda i Klaudia oznajmiły, że to nie jest przepis na przyzwanie demona, przynajmniej nie do końca. Wszyscy z zaciekawieniem patrzyli i czekali na ciąg dalszy. Według tego, co mówiły, mogliśmy użyć tego zaklęcia do rzucenia klątwy na kogoś. Jedyne, czego potrzebowaliśmy, to kilka kropli krwi od każdego uczestnika kręgu i kilka ziół. Postanowiłem, że skoro to moja książka, to pierwszy chcę wybrać, na kogo rzucimy urok. Uznałem, że zaczniemy od mojej babki od niemieckiego. Nikt się nie sprzeciwiał, więc zapytałem czy wszystko jest gotowe. Paula dowiedziała się, że najlepiej będzie wykonać obrzęd za dwa dni. Wika i Karola powiedziały, że do jutra powinny już mieć wszystko, a Krysia i Wanda twierdziły, że odczytały wszystko, co istotne. Jako, że wszystko było już dopracowane, nie pozostało nic innego, jak czekać. Następnego dnia po lekcjach Karola przyniosła świece, zioła i inne takie. Wanda zaproponowała, że możemy zostawić wszystko w strzelnicy, bo nie oddała naszemu historykowi (który prowadził kółko strzelnicze) kluczy od sali. Jako, że nikt nie miał lepszego pomysłu zanieśliśmy torbę z rzeczami na strzelnicę i rozeszliśmy się do domów. Obudziłem się oczywiście po ósmej i jak zwykle byłem spóźniony. Sprawdzając telefon zobaczyłem kilka krótkich i treściwych smsów od Wiktorii. Generalnie pytała gdzie jestem i dodawała jakiś „uroczy” epitet. Pół godziny później byłem już w szkole gdzie reszta na mnie czekała. Tego dnia w naszej szkole odbywał Dzień Wiosny, więc nikogo nie obchodziło, dlaczego sześć osób szwendało się po szkole. Powinniśmy przebywać na sali gimnastycznej i patrzeć jak inne klasy udają, że umieją grać w siatkówkę. Udaliśmy się na poddasze gdzie mieliśmy odprawić rytuał. Wanda wyrysowała kręgi według schematu z kartki. Paula i Karola zaczęły rozpalać białe świece, Krysia przygotowała mieszankę ziół. Ja i Wiktoria jeszcze raz wszystko dokładnie omówiliśmy, żeby nie przerywać w trakcie. Kiedy wszystko było gotowe rozpoczęliśmy obrzęd. Wiktoria stanęła w środku, a my usiedliśmy na obrzeżach kręgu. Kiedy wszyscy byli już w gotowi Wiktoria podała każdemu z nas po świecy, które tworzyły krąg żywiołów. Po kolei każdy z nas upuszczał kilka kropel krwi do kielicha z ziołami. Później wszystko zaczęło dziać się samo. Szczerze mówiąc, nie pamiętam nawet czy to ja inkantowałem, czy Wiktoria. Wiem natomiast, że to ona poderżnęła głowę gołębia, przez co Krysia miała liczne dreszcze. Wszystko szło jak po maśle, ale jak przystało na dobrą historię – nadszedł czas na komplikacje. Kiedy zaczęliśmy powtarzać mantrę, jedna ze świec zgasła przerywając krąg. Wtedy nikt tego nie zauważył, bo zamknęliśmy oczy by się skupić. Kiedy dokończyliśmy rytuał, Paula zauważyła, że moja świeca zgasła. Spojrzeliśmy po sobie i chyba wszyscy poczuli się nieswojo. Ale wtedy Klaudia (jak to ona) parsknęła śmiechem i atmosfera zelżała. Paula, Krysia i Karola zajęły się sprzątaniem. Wanda zgasiła i zebrała resztę świec, a ja i Wika gadaliśmy o incydencie podczas obrzędu. Generalnie nie byłem do końca pewien, czy w ogóle to zadziała, więc nie przejąłem się tym. Kiedy wszystko doprowadziliśmy do stanu pierwotnego, poszliśmy na salę gimnastyczną, żeby wychowawczyni się nie czepiała. Większość czasu śmialiśmy się z nauczycieli, którzy grali z uczniami w siatkówkę i szczerze mówiąc nie wiem nawet, kto wygrywał. Paula patrząc na „zawodników” dostrzegła, że moja babka od niemieckiego też tam jest. Spojrzeliśmy po sobie i chyba każde z nas czekało na działanie zaklęcia. Gra powoli się kończyła, a klątwy jak nie było tak nie było. Karola zapytała, czy idziemy do parku, bo chce jej się palić. Nie trzymało nas tam nic. Kiedy wychodziliśmy z sali, Krysia zawiedziona brakiem efektów powiedziała, że nauczycielka niemieckiego mogłaby, chociaż nogę złamać - usłyszeliśmy głośny krzyk. Podszedłem bliżej, żeby zobaczyć, co się stało. Nie sądziłem, że to może być prawda, ale ofiara naszej klątwy leżała na ziemi, a z jej łydki wystawał kawałek kości. Zawołałem resztę. Wszyscy byliśmy zaskoczeni tym, że to się udało, a co poniektórzy z nas chyba czuli lekki strach. Kiedy dotarło do mnie, że to wszystko stało się dzięki nam, poczułem siłę i potęgę, jaka płynęła z takiej sposobności. Siedząc w parku rozmawialiśmy jeszcze chwilę o całej sytuacji, ale na tym nie poprzestało. Paula powiedziała, że skoro udało się z jedną osobą to, czemu nie spróbować z kilkoma naraz. Każdy z nas miał kogoś, na kim chciałby się zemścić, a materiały do rytuału trochę kosztowały. Karolina stwierdziła, że wystarczy złożyć odpowiednio większą ofiarę podczas obrzędu i powinno starczyć na tyle osób. Każdy z nas miał na początek wybrać jedną osobę, na którą miałby rzucić klątwę. Postanowiliśmy nie zdradzać sobie nawzajem, kogo planujemy przekląć. Jedynym problemem była wielkość ofiary, jaka miała starczyć na sześć osób. Wiktoria po chwili namysłu powiedziała, że się tym zajmie. Nikt nie wnikał jak zamierza to rozwiązać, bo wszyscy byliśmy przejęci faktem, że magia działa. Następy obrzęd odbył się tydzień później. Pierwsze dni po rzuceniu uroku były dziwne. Wiktoria mówiła, że w nocy ma wrażenie, że ktoś na nią patrzy. Krysia i Karola wspomniały, że w pierwszą noc po rzuceniu klątwy miały sen, w którym leżały w trumnie. Każde z nas czuło się nieswojo, ale mimo wszystko, każde z nas zjawiło się w szkole. Z tą różnicą, że dołączyła do nas Olka. Wiktoria zaproponowała, że mogłyby przeprowadzić obrzęd we dwie. Nie mieliśmy większych sporów o to, więc rozpoczęliśmy obrzęd jak poprzednio - świece, krąg i tak dalej. W całym tym zamieszaniu zapomniałem zapytać Wikę, czy rozwiązała problem zapłaty. Postanowiłem jednak nie przerywać obrzędu. Kiedy nadszedł czas złożenia ofiary, Wiktoria podeszła do Oli i powiedziała, że skoro jest tutaj pierwszy raz to jej pomoże. Rozejrzałem się za jakąś klatką gdzie mogłaby przetransportować jakieś zwierzę. Nic nie widziałem. Następne chwile były naprawdę chaotyczne. Zobaczyłem w dłoni Wiktorii nóż kuchenny, który służył nam za Athame. Ola stała do niej plecami. Nie jestem w stanie oddać emocji, które towarzyszyły mi w tamtej chwili. Wszystko wydawało mi się takie … Odrealnione. Wiktoria złapała Olkę za włosy i jednym pociągnięciem podcięła jej gardło. Krew była dosłownie wszędzie. Rozległ się krzyk, wrzask i charkoczące odgłosy dobywające się z rozciętej krtani. Dziewczyny przerwały krąg rozwalając świece po cały pomieszczeniu. Jedna ze świec potoczyła się tuż koło ciała Oli. Swąd palonych włosów rozszedł się po pomieszczeniu błyskawicznie, a strop zajął się ogniem. Wszyscy ruszyliśmy do drzwi, ale był mały problem – nie mogliśmy opuścić pomieszczenia.
Wiktoria stała w kałuży krwi i była jakby przytwierdzona do podłogi. Karola była uwięziona pod płonącymi deskami, które spadły z sufitu. Paula upadła i zaczęła się dusić. Pod Wandą zapadła się podłoga. Krysia leżała na podłodze a z jej ust wypływała woda. Wszyscy poza mną byli uwięzieni, a kiedy próbowałem podejść do kogoś, czułem jakąś dziwną barierę. Wszystko było nie tak! To miała być tylko zabawa. Chciałem stamtąd uciec, ale drzwi zatrzasnęły się przede mną, a część stropu całkowicie je zablokowała. Wtedy spostrzegłem, że dziewczyny są uwięzione na obrzeżach kręgu. Każda z nich była więziona przez żywioł, który reprezentowała. Jako jedyny byłem wolny, ponieważ według schematu kręgu zostałem czymś w rodzaju kotwicy. Miałem utrzymywać nas w świecie rzeczywistym. To wszystko działo się, ponieważ przerwaliśmy krąg. Ustawiłem, świece z powrotem na miejsca, zebrałem resztkę mieszanki ziół do miski i rozpaliłem. Całe pomieszczenie płonęło. Słyszałem krzyk i łomotanie w drzwi, które dochodziły zza ścian. Zacząłem się dusić – dym był wszędzie. Złapałem książkę z zaklęciami, która była już na wpół strawiona przez ogień. Próbowałem przyzwać niejaką Odyne – potężnego ducha wody – za pomocą inkantacji zamieszczonej w spisie demonów. Powtarzałem kółko zaklęcie z coraz mniejszą nadzieją, że uda mi się cokolwiek zdziałać …
***
Gdy się obudziłem, poczułem się zmieszany jak nigdy wcześniej. Zacząłem się rozglądać gdzie jestem. Zobaczyłem klęczącą nade mną Wandę, która chyba sprawdzała mi puls, choć wolałem nie pytać dla świętego spokoju. Z tego, co mi powiedziały tuż po zagaśnięciu świecy zemdlałem, a reszta świec zgasła zaraz po mojej. Opowiedziałem im co widziałem, podczas gdy byłem nieprzytomny. Kiedy skończyłem, widziałem w ich oczach zarazem rozbawienie, ale i niepokój. Jednogłośnie uznaliśmy, że przynajmniej na razie nie będziemy się bawić magią. Wanda pokazała mi skrytkę pod poluzowaną deską, gdzie ukryliśmy książkę, aby nikt inny jej nie użył. Kiedy przekroczyłem próg strzelnicy usłyszałem głos w głowie „Czy to, że coś wydawało się ułudą, musi być od razu kłamstwem?”.
Od tamtego dnia nic nie wydawało mi się już takie samo.
środa, 30 lipca 2014
Kreatywna nauka polskiego w wakacje !!! SZTUKA #8
Mam poprawkę z polskiego i ogrom zagadnień do pokonania...
Znalazłem sposób na przyswojenie kawałka materiału
Antyk:
Filozofia grecka
Scharakteryzuj poglądy: Platona | Sokratesa | Arystotelesa
Zacząłem robić z notatek krótkie piosenki &_&
Platon o rzeczywistości:
Marna kopia ideału
Świat możemy ujrzeć
Tylko dzięki rozumowi
Miasta powinny być rządzone
Przez filozofów
Społeczeństwo - hierarchiczne
I uporządkowane
Red Lips feat. Platon - Zanim odejdziesz (+/- pierwsza zwrotka)
Sokrates ciągle pytał: Jak dobrze żyć?
Dobro równa się mądrości
Zapoczątkował Etykę
To co dobre rośnie z mądrości
To jego najważniejsza myśl
Piękno dobro no i prawda
Zło pochodzi z niewiedzy
Mariah Carey & Sokrates - All i Want For Christmas (pierwsza zwrotka - ta szybsza)
Arystoteles rzekł:
Rzeczywistość jest realna lecz można ją zgłębić
Tylko dzięki doświadczeniu i rozumowi swemu
Szczęście polega na życiu i rozumowaniu
Oraz ciągłym dążeniu do doskonałości
"Złoty Środek"
Marika and Arystoteles - Moje Serce (pierwsza linijka na melodie refrenu, reszta 1 zwrotka)
Znalazłem sposób na przyswojenie kawałka materiału
Antyk:
Filozofia grecka
Scharakteryzuj poglądy: Platona | Sokratesa | Arystotelesa
Zacząłem robić z notatek krótkie piosenki &_&
Platon o rzeczywistości:
Marna kopia ideału
Świat możemy ujrzeć
Tylko dzięki rozumowi
Miasta powinny być rządzone
Przez filozofów
Społeczeństwo - hierarchiczne
I uporządkowane
Red Lips feat. Platon - Zanim odejdziesz (+/- pierwsza zwrotka)
Sokrates ciągle pytał: Jak dobrze żyć?
Dobro równa się mądrości
Zapoczątkował Etykę
To co dobre rośnie z mądrości
To jego najważniejsza myśl
Piękno dobro no i prawda
Zło pochodzi z niewiedzy
Mariah Carey & Sokrates - All i Want For Christmas (pierwsza zwrotka - ta szybsza)
Arystoteles rzekł:
Rzeczywistość jest realna lecz można ją zgłębić
Tylko dzięki doświadczeniu i rozumowi swemu
Szczęście polega na życiu i rozumowaniu
Oraz ciągłym dążeniu do doskonałości
"Złoty Środek"
Marika and Arystoteles - Moje Serce (pierwsza linijka na melodie refrenu, reszta 1 zwrotka)
SZTUKA #7
„Pozytywnie dołujące”
Straciłeś swoją wiarę w to że może być lepiej?
Żyjesz z dnia na dzień nie myśląc o sobie?
Ciągle poddać się chcesz?
Wiecznie coś hamuje cię?
Przegrywasz swoją walkę o lepsze życie...
Chcesz to w końcu zmienić?
Odnaleźć sens życia?
Ref.
Rzuć to wszystko i ciesz się chwilą
Zrób to o czym od zawsze marzyłeś
Odwiedź miejsca pełne magii
Życia jest za mało by ciągle czuć się źle
Więc uśmiechnij się
W jasnowidza bawisz się
Że pójdzie źle z góry wiesz
Czarne myśli w głowie masz o swoim losie
Myślałeś choć raz by zmienić się?
By nie być złym cały dzień
Wystarczy zrobić mały krok by rozpocząć zmiany
Wiecznie coś hamuje cię?
Przegrywasz swoją walkę o lepsze życie...
Chcesz to w końcu zmienić?
Odnaleźć sens życia?
Ref.
Rzuć to wszystko i ciesz się chwilą
Zrób to o czym od zawsze marzyłeś
Odwiedź miejsca pełne magii
Życia jest za mało by ciągle czuć się źle
Więc uśmiechnij się
W jasnowidza bawisz się
Że pójdzie źle z góry wiesz
Czarne myśli w głowie masz o swoim losie
Myślałeś choć raz by zmienić się?
By nie być złym cały dzień
Wystarczy zrobić mały krok by rozpocząć zmiany
Ref.
Rzuć to wszystko i ciesz się chwilą
Zrób to o czym od zawsze marzyłeś
Odwiedź miejsca pełne magii
Życia jest za mało by ciągle czuć się źle
Więc uśmiechnij się
Jeśli czujesz w sobie strach i nadal nie ufasz mi
Weź głęboki oddech i wysłuchaj innych
Oni wiedzą, że są dobrzy
A ty tego jeszcze nie wiesz...
P.S. - wyszło to nieco bardziej optymistyczne niż faktycznie planowałem
środa, 16 lipca 2014
SLOT
SLOT ART FESTIVAL 2014
„Slot
nie byłby slotem gdyby nie Ja i Ty”
Czym właściwie jest SAF?
SAF to 5 dniowy festiwal, którego program obejmuje wiele warsztatów oraz
koncertów (zarówno kapel debiutujących jak i stałych bywalców), a każda ze scen
prezentuje inny styl, więc każdy mógł znaleźć coś dla siebie. W międzyczasie
odbywały się seanse filmowe, wykłady, prelekcje itd.…
Scena Główna - Co
dzień od godziny 20 do północy można było usłyszeć 3-4 różne zespoły, które co
wieczór dodawały nam świeżej dawki energii do działania.
Scena Doświadczalna
- Połączenie muzyki klasycznej i jazzu na scenie doświadczalnej pozwalało się
wyciszyć przed snem, tuż po koncertach na Głównej Scenie.
Scena Konkursowa
- W tym miejscu każdego dnia trzy debiutujące zespoły mogły konkurować o
nagranie teledysku, dwóch utworów w profesjonalnym studiu oraz koncert na
Scenie Głównej.
Scena HC Punk -
Miejsce, w którym każdy pasjonat muzyki Punk może poznać ludzi, podzielających
ich poglądy i kulturę, ale też ponieść się muzyce i zatańczyć pogo!
Scena Unplugged-
Jest to połączenie Sceny HC Punk i Sceny Doświadczalnej. Pełne werwy i silnych
emocji teksty połączone ze stonowaną muzyką pozwalają na relaks i wieczorne
kontemplacje.
Scena Folkowa - Ballady!
Jazz! Folk! Klasyka! Tutaj, co dzień można przenieść się w inny rejon świata.
Piano, gitara, perkusja i skrzypce to tylko niektóre z instrumentów
pojawiających się na tej scenie.
Scena Spontaniczna
- Nieprzewidywalność i otwartość na ludzi pozwala stworzyć coś interesującego. Doświadczeni
muzycy i początkujący wokaliści odnajdywali się tam bez problemu, a klimat tego
miejsca już w pierwszych dniach festiwalu przyciągał tłumy.
Scena Klubowa -
Hip hop … Muzyka klubowa … Ludzie … Atmosfera … Czyli wszystko czego potrzeba
do świetnej zabawy na parkiecie przez całą noc. Oprócz tego za ścianą kafejka,
w której można uzupełnić płyny i nabrać energii do dalszej zabawy.
Jakie są warsztaty?
Wszystko, czego dusza zapragnie – Serio!
Wszystko, czego dusza zapragnie – Serio!
Od nauki greckiego i śpiewu, po chodzenie na szczudłach,
tańce z każdego zakątka świata, a na jeżdżeniu motorem i robieniu na drutach
skończywszy. Generalnie, co Ci się tylko zamarzy.
Warsztatów było ponad 100, a żeby można było skorzystać z jak największej liczby warsztatów podzielono je na 3 tury (każda po ponad półtorej godziny). Szczerze mówiąc, wypisanie każdego warsztatu z osobna nie miałoby sensu. Gdyby ktoś był zainteresowany, jakie warsztaty oferował Slot, zapraszam na stronę:
Warsztatów było ponad 100, a żeby można było skorzystać z jak największej liczby warsztatów podzielono je na 3 tury (każda po ponad półtorej godziny). Szczerze mówiąc, wypisanie każdego warsztatu z osobna nie miałoby sensu. Gdyby ktoś był zainteresowany, jakie warsztaty oferował Slot, zapraszam na stronę:
slot.art.pl/pl/program/warsztatatowo/spis-warsztatow
Kto okupował Scenę Główną?
Jak już wiecie, co dzień 3 zespoły
pojawiały się na Scenie Głównej:
Wtorek: Krzikopa, Kari i Luxtorpede
Środa: Nuteki, aTOM i Gooral
Czwartek: Boźje Ovćice, Habakuk i O.S.T.R.
Piątek: White Collar Shideshow, Mikromusic i No Longer Music
Sobota: Triple Stitch, Fruhstuck i Ras Luta
O północy, tuż po ostatniej piosence, na Scenie Głównej wyświetlano materiał SlotTV, czyli sprawozdanie z danego dnia Slotu.
Środa: Nuteki, aTOM i Gooral
Czwartek: Boźje Ovćice, Habakuk i O.S.T.R.
Piątek: White Collar Shideshow, Mikromusic i No Longer Music
Sobota: Triple Stitch, Fruhstuck i Ras Luta
O północy, tuż po ostatniej piosence, na Scenie Głównej wyświetlano materiał SlotTV, czyli sprawozdanie z danego dnia Slotu.
Bezpieczeństwo?
Hasłem
festiwalu, jest „Pięć dni bez chemii i alkoholu”. Na terenie festiwalu nie
spotkałem żadnego podchmielonego osobnika. Wszędzie pełno ochrony, a wieczorami dołącza
do ekipy kilku smutnych panów z grubymi i czarnymi kamizelkami. Można czuć się bezpiecznie, jeśli tylko ma się przy sobie identyfikator,
który co rusz trzeba było okazywać. Mimo takiej ochrony swobodna zabawa to nie
problem – chodzi bardziej o to, żeby ktoś, kto nie zapłacił za wstęp nie pałętał się po terenie.
Kawa,
herbata czy wrzątek?
Na terenie festiwalu otworzono 9 kafejek, a każda z nich miała swój osobisty i niepowtarzalny styl:
Cynamon- Gorąca czekolada i wygodny fotel - idealne miejsce dla mola książkowego.
Wayout- Międzynarodowy azyl, w którym można spotkać muzyków i artystów z wielu krajów.
Wielki Wóz- Świeżo wyciskany sok i galaktyka na wyciągnięcie ręki.
Wirydarz- Namiot pełen świec i refleksyjnej muzyki.
Reggae Tent- Dźwięki muzyki reggae, Yerba Mate za uśmiech, a po północy impreza.
Gafa- Miejsce pełne kreatywnych i rozśpiewanych ludzi wśród świec, książek i bajek.
Kiwi- Kawa parzona przez specjalistów tuż przy głównej scenie - czego chcieć więcej?
Meta-Noia- Kameralna i klimatyczna miejscówka dla ludzi potrzebujących wieczornego spokoju i ciepła.
Kalafor- Miejsce, w którym czas się zatrzymuje … Abstrakcja i rzeczywistość. Poezja i Hip-hop.
Jedzenie?
Moje ulubione pytanie. Na teranie imprezy był teren przeznaczony specjalnie na te okazję. Były tam dwie konkurencyjne firmy cateringowe oraz budki z lodami, goframi i naleśnikami – wszystkie posiłki poza tymi cateringowymi były drogie. Catering podobno był smaczny i miał duży wybór potraw (słodkie, słone, mięsne, wegetariańskie) no i był stosunkowo tani. Ponadto, poza terenem imprezy otworzono nowy sklep DINO, który od otwarcia do zamknięcia był okupowany przez Slotowiczów.
Na terenie festiwalu otworzono 9 kafejek, a każda z nich miała swój osobisty i niepowtarzalny styl:
Cynamon- Gorąca czekolada i wygodny fotel - idealne miejsce dla mola książkowego.
Wayout- Międzynarodowy azyl, w którym można spotkać muzyków i artystów z wielu krajów.
Wielki Wóz- Świeżo wyciskany sok i galaktyka na wyciągnięcie ręki.
Wirydarz- Namiot pełen świec i refleksyjnej muzyki.
Reggae Tent- Dźwięki muzyki reggae, Yerba Mate za uśmiech, a po północy impreza.
Gafa- Miejsce pełne kreatywnych i rozśpiewanych ludzi wśród świec, książek i bajek.
Kiwi- Kawa parzona przez specjalistów tuż przy głównej scenie - czego chcieć więcej?
Meta-Noia- Kameralna i klimatyczna miejscówka dla ludzi potrzebujących wieczornego spokoju i ciepła.
Kalafor- Miejsce, w którym czas się zatrzymuje … Abstrakcja i rzeczywistość. Poezja i Hip-hop.
Jedzenie?
Moje ulubione pytanie. Na teranie imprezy był teren przeznaczony specjalnie na te okazję. Były tam dwie konkurencyjne firmy cateringowe oraz budki z lodami, goframi i naleśnikami – wszystkie posiłki poza tymi cateringowymi były drogie. Catering podobno był smaczny i miał duży wybór potraw (słodkie, słone, mięsne, wegetariańskie) no i był stosunkowo tani. Ponadto, poza terenem imprezy otworzono nowy sklep DINO, który od otwarcia do zamknięcia był okupowany przez Slotowiczów.
Sen?
Do wyboru, do koloru. Śpisz pod namiotem lub w przyczepie campingowej. Są tam ogromne pola namiotowe. Świetnym pomysłem organizatorów było oddzielenie rodzin z dziećmi od nastolatków bez rodziców. Czyli mamy jedno spore i spokojne pole rodzinne (…tuż przy Scenie Głównej…), a reszta pól to takie gdzie ciągle coś się działo po nocach.
Do wyboru, do koloru. Śpisz pod namiotem lub w przyczepie campingowej. Są tam ogromne pola namiotowe. Świetnym pomysłem organizatorów było oddzielenie rodzin z dziećmi od nastolatków bez rodziców. Czyli mamy jedno spore i spokojne pole rodzinne (…tuż przy Scenie Głównej…), a reszta pól to takie gdzie ciągle coś się działo po nocach.
Fizjologia
i inne takie…
Jeśli chodzi o ciepłą wodę to bywało różnie … Jeśli ktoś zdążył to miał ciepłą wodę :). Było 30 kabiny prysznicowych, a ludzi na slocie kilka tysięcy, więc ciepła woda to był luksus …W kranach generalnie była tylko zimna woda, ale po 2 pierwszych dniach szło się przyzwyczaić. Toalet, jako takich nie było, ale były kabiny Toi Toi dzięki którym umiem wstrzymać oddech na prawie 2 minuty. Jeśli ktoś nie przywykł do spartańskich warunków, mógł pójść do domków w okolicy, gdzie mieszkańcy udostępniali łazienki za niewygórowaną cenę - 5zł / 10min.
Jeśli chodzi o ciepłą wodę to bywało różnie … Jeśli ktoś zdążył to miał ciepłą wodę :). Było 30 kabiny prysznicowych, a ludzi na slocie kilka tysięcy, więc ciepła woda to był luksus …W kranach generalnie była tylko zimna woda, ale po 2 pierwszych dniach szło się przyzwyczaić. Toalet, jako takich nie było, ale były kabiny Toi Toi dzięki którym umiem wstrzymać oddech na prawie 2 minuty. Jeśli ktoś nie przywykł do spartańskich warunków, mógł pójść do domków w okolicy, gdzie mieszkańcy udostępniali łazienki za niewygórowaną cenę - 5zł / 10min.
Co powiem
na temat Slot Art Festiwalu?
Byłem otoczony przyjaznymi i pozytywnie nienormalni ludźmi. Miałem
dostęp do warsztatów prowadzonych przez fachowców, którzy w interesujący
sposób przekazywali swoją wiedzę, a wykłady dawały do myślenia. Na Scenie
Głównej grały zespoły, których w większości nie znałem, ale bawiłem się przy
ich muzyce jak nigdy wcześniej. Zespoły pochodziły z różnych stron świata i
niektóre z nich udało mi się poznać osobiście.
W ciągu festiwalu udało mi się nawet zorganizować ludzi i stworzyć „Recycling Band”, czyli Śmieciowa Kapela. Gitara prowadząca, Butelki z wodą, kilka wiaderek, garnki, jakieś puszki, kawałek blachy, trąbka z rękawiczki i rolki po papierze, trochę wokalu i masa kreatywności – tyle potrzeba, żeby stworzyć muzykę, która zainteresowała Slotowiczów.
W ciągu festiwalu udało mi się nawet zorganizować ludzi i stworzyć „Recycling Band”, czyli Śmieciowa Kapela. Gitara prowadząca, Butelki z wodą, kilka wiaderek, garnki, jakieś puszki, kawałek blachy, trąbka z rękawiczki i rolki po papierze, trochę wokalu i masa kreatywności – tyle potrzeba, żeby stworzyć muzykę, która zainteresowała Slotowiczów.
Jeśli,
ktoś dotarł do tego momentu – GRATULUJE!
Na sam koniec chciałbym serdecznie podziękować wszystkim, których poznałem i tym, którzy sprawili, że nie żałuje żadnej minuty spędzonej na festiwalu Slot Art w Lubiążu.
wtorek, 20 maja 2014
SZTUKA #5
„Neferet”
Jej ciało było wtedy młode - nieskażone
Lecz wszystko zmieniło się, kiedy jej matka umarła
Musiała dorosnąć i zająć się domem i tatą swoim
Który w żałobie rozpaczał co dzień z bólu
Ref.
Ojcze widzę to w Tobie
Boję się kiedy znów
Porównujesz mnie do
Swej żony, która umarła
(Tracę nadzieję)
Musiała zrezygnować ze swoich przyjaciół
Na rzecz bycia Panią rodzinnego domu
Chciała tą jedyną być gdy poznała jego
Ojciec ją zhańbił i doszczętnie zabił
Drobne ciało wraz z duszą młodą
Która nie chciała już żyć
Ref.
Ojcze widzę to w Tobie
Boję się kiedy znów
Porównujesz mnie do
Swej żony, która umarła
(Tracę nadzieję)
Łaska Nocy była dla niej nowym życiem
Ref.
Ojcze widzę to w Tobie
Boję się kiedy znów
Porównujesz mnie do
Swej żony, która umarła
(Tracę nadzieję)
Ref.
Ojcze widzę to w Tobie
Boję się kiedy znów
Porównujesz mnie do
Swej żony, która umarła
(Tracę nadzieję) x2
Ojcze wiedz, że Nyks kocha mnie jak córkę
Piosenka inspirowana książką
autorstwa P.C i Kristin Cast
"Klątwą Neferet"
środa, 14 maja 2014
SZTUKA #4
„Maleficent”
Dawno temu żyli sobie Król i królowa,
Którzy pragnęli bardzo dziecko wreszcie mieć.
Lata mijały, a potomka nie było.
Władcy nadzieje tracili.
Pewnego dnia królowa chciała zerwać różę.
Kwiat za darowanie życia obiecał jej córkę.
Rok później urodziła się,
A w pałacu chrzciny wyprawiono jej z radości.
Ref.
"Bogactwo, zdrowie, uroda"
To wieszczek płytkie dary.
Trzynasta rzuciła klątwę:
"Gdy wrzeciona dotknie,
jej dusza odejdzie".
W zamku było wiele drzwi.
Zamknięte wiecznie jedne z nich.
Dziewczyna pytała, co za nimi kryje się.
W sercu czuła lęk, choć nie wiedziała
Co ją tak przeraża.
Lata wciąż mijały, jej ciekawość rosła.
Dzień sądu zbliżał się, a kiedy w końcu nastał.
Wszystko zamarło gdy się otworzyły drzwi,
Do tajemnej komnaty.
Ref.
"Bogactwo, zdrowie, uroda"
To wieszczek płytkie dary.
Trzynasta rzuciła klątwę:
"Gdy wrzeciona dotknie,
jej dusza odejdzie".
("Gdy wrzeciona dotknie,
jej dusza odejdzie") x2
Jej uwagę przykuło coś.
Chyba sami wiecie co.
Dotknęła szpili i wszystko umarło
Wraz z nią pod wpływem uroku.
Ref.
"Bogactwo, zdrowie, uroda"
To wieszczek płytkie dary.
Trzynasta rzuciła klątwę:
"Gdy wrzeciona dotknie,
jej dusza odejdzie".
("Gdy wrzeciona dotknie,
jej dusza odejdzie") x2
___________________________________
Interpretacja powieści o śpiącej królewnie
sobota, 3 maja 2014
SZTUKA #3
„Druga strona”
Myślę później co będzie po tym
Kiedy siedzę sam w pustelni mojej widzę je
Te scenariusze przez Boga tworzone
Ref.
Czasem się topię
Od kuli ginę
Spadam w dół lub
Spadam w dół lub
Już nie budzę się
Umierając we śnie
Umierając we śnie
Nie znam źródła, przyczyny, powodu
Dla którego widzę śmierć przed oczyma
Kiedy specjaliści wypytują mnie
Ja wciąż odpowiadam "nie mam pojęcia"
Ref.
Czasem się topię
Od kuli ginę
Spadam w dół lub
Spadam w dół lub
Już nie budzę się
Umierając we śnie (chyba 4 razy)
Umierając we śnie (chyba 4 razy)
Znajomi myślą, że oszalałem
Inni nazywają to darem
Inni nazywają to darem
Nie wiem już co myśleć, na ten temat mam
To chyba kara od samego Boga
SZTUKA #2
„S-M-S”
Cierpiałem gdy zostawiłaś mnie
Lecz poczułem wreszcie, że żyje
Modlę się do bogów
Abyś opuściła umysł mój (Ooo)
Ref.
Nieliczni czuwali przymnie gdy
Ty rozpoczynałaś łowy swe
Chronili walczyli za duszę
Którą wyrywałaś ze mnie
Miłością moją darzyłem cię
A Ty w zamian mnie zdradziłaś
Pomyślałaś choć raz co czułem
Gdy wyrywałaś mi serca część (Ooo)
Ref.
Nieliczni czuwali przymnie gdy
Ty rozpoczynałaś łowy swe
Chronili walczyli za duszę
Którą wyrywałaś ze mnie
Wciąż myślałem czy to nadal miłość
Lecz gdy spytałaś czy chcę wrócić rzekłem "nie chcę"
Ref.
Nieliczni czuwali przymnie gdy
Ty rozpoczynałaś łowy swe
Chronili walczyli za duszę
Którą wyrywałaś ze mnie
Ref.
Nieliczni czuwali przymnie gdy
Nieliczni czuwali przymnie gdy
Ty rozpoczynałaś łowy swe
Chronili walczyli za duszę
I obronili
wtorek, 8 kwietnia 2014
SZTUKA #1
„Niezgodny”
Ciągle szukam siebie
Nikt nic o mnie nie wie
W zeznaniach czasem gubię się
Intrygi i kłamstwa – mój powszedni chleb
Nikt nic o mnie nie wie
W zeznaniach czasem gubię się
Intrygi i kłamstwa – mój powszedni chleb
Gdy zechcecie mnie oceniać
Nie zapomnijcie też o swych sumieniach
Nie zapomnijcie też o swych sumieniach
Ref.
Długa trwa już ta historia
Wciąż próbuje coś w niej zmienić
Każdy dzień jest pustą kartką,
Z których stworzę swą biografię
Długa trwa już ta historia
Wciąż próbuje coś w niej zmienić
Każdy dzień jest pustą kartką,
Z których stworzę swą biografię
Krążą w mym umyśle
Szepty o miłości
„To ona kluczem jest”
„Ufajcie tylko jej”
Lecz zastanówcie się
Czy warto ufać jej czy nie?
Czy chcecie zatracić się?
Szepty o miłości
„To ona kluczem jest”
„Ufajcie tylko jej”
Lecz zastanówcie się
Czy warto ufać jej czy nie?
Czy chcecie zatracić się?
Ref.
Długa trwa już ta historia
Czasem uda się coś zmienić
Każdy dzień jest pustą kartką,
Z których tworzę swą biografię
Długa trwa już ta historia
Czasem uda się coś zmienić
Każdy dzień jest pustą kartką,
Z których tworzę swą biografię
Czy mam poddać się?
Czy uciec gdzieś?
Tracę siły na życie, które trwa
Nie wiem jak długo wytrzymam
Czy uciec gdzieś?
Tracę siły na życie, które trwa
Nie wiem jak długo wytrzymam
Ref.
Długa trwa już ta historia
Czasem uda się coś zmienić
W każdym dniu zapełniam strony
Spisując swoją biografię
Długa trwa już ta historia
Czasem uda się coś zmienić
W każdym dniu zapełniam strony
Spisując swoją biografię
Wciąż na nowo tonę gdzieś
W odmętach myśli swych
Dziś odkrywam rąbek tajemnicy
Skryty w nich
W odmętach myśli swych
Dziś odkrywam rąbek tajemnicy
Skryty w nich
Ref.
Długo trwa już ta historia
Czasem uda się coś zmienić
W każdym dniu zapełniam strony,
Lecz zostało ich już mało
Czasem uda się coś zmienić
W każdym dniu zapełniam strony,
Lecz zostało ich już mało
Ref.
Długo trwała ta historia
Nic nie mogę już w niej zmienić
Każdy dzień był pustą kartką
Dziś skończyłem swą biografię
Nic nie mogę już w niej zmienić
Każdy dzień był pustą kartką
Dziś skończyłem swą biografię
sobota, 29 marca 2014
Krew ubój i inne przyjemności
Posty z opowieści o Carmen są trochę nie chronologicznie, bo w ten sposób są pisane ... kiedy jest pomysł albo wena lecę z danym wątkiem i ... takie są tego efekty ...
Spięłam włosy w luźny kucyk i udałam się do kuchnio-jadalnio-pralni w kawalerce, którą Nomad nazywał swoim sanktuarium. Znałam go właściwie od zawsze. Pamiętam jak pewnego razu, kiedy Halle uznał, że świetnym dowcipem będzie wylanie na moją głowę deseru czekoladowego. Nomad pomógł mi wtedy, mimo, iż nigdy wcześniej nie zamieniliśmy chociażby słowa. Od tego czasu byliśmy właściwie nierozłączni. Spędzaliśmy razem każdą wolną chwilę. Był jedyną osobą, której byłam w stanie bezgranicznie zaufać. Oboje byliśmy marzycielami. Godzinami mogliśmy rozmawiać o tym jak będzie wyglądało nasze życie, kiedy uwolnimy się z tego miasteczka. Arcanum Falls, było niewielką i bardzo zaściankową mieściną. Jeśli nie byłeś jak wszyscy, traktowali Cię jak wyrzutka, którego trzeba zrównać z ziemią. Nomad i ja właśnie tacy byliśmy i dlatego nasza koegzystencja była taka wspaniała. Mieliśmy chwile, w których nasze zdania się różniły. Świadomość, że nikogo poza sobą nie mamy sprawiała, że nic nie było w stanie nas na długo poróżnić.
Usłyszałam odgłos kropli spadających na kafelkową posadzkę. Na chwilę całkowicie przestałam myśleć i skupiłam się wyłącznie na tajemniczym dźwięku. Udałam się do łazienki, lekko odchylając drzwi. To, co zobaczyłam, przerosło moje najśmielsze wyobrażenia. Ściany były pokryte rysunkami i symbolami namalowanymi krwistą mazią. Zwłoki przytwierdzone do ściany gwoźdźmi bezwładnie zwisały ze ściany. Ciało wyglądało jak rozszarpane przez zwierzę. Długie pozlepiane potem i krwią czarne włosy przykrywały twarz. Odchyliłam kosmki włosów bojąc się widoku, który miałam przed oczyma. To był Nomad.
Spięłam włosy w luźny kucyk i udałam się do kuchnio-jadalnio-pralni w kawalerce, którą Nomad nazywał swoim sanktuarium. Znałam go właściwie od zawsze. Pamiętam jak pewnego razu, kiedy Halle uznał, że świetnym dowcipem będzie wylanie na moją głowę deseru czekoladowego. Nomad pomógł mi wtedy, mimo, iż nigdy wcześniej nie zamieniliśmy chociażby słowa. Od tego czasu byliśmy właściwie nierozłączni. Spędzaliśmy razem każdą wolną chwilę. Był jedyną osobą, której byłam w stanie bezgranicznie zaufać. Oboje byliśmy marzycielami. Godzinami mogliśmy rozmawiać o tym jak będzie wyglądało nasze życie, kiedy uwolnimy się z tego miasteczka. Arcanum Falls, było niewielką i bardzo zaściankową mieściną. Jeśli nie byłeś jak wszyscy, traktowali Cię jak wyrzutka, którego trzeba zrównać z ziemią. Nomad i ja właśnie tacy byliśmy i dlatego nasza koegzystencja była taka wspaniała. Mieliśmy chwile, w których nasze zdania się różniły. Świadomość, że nikogo poza sobą nie mamy sprawiała, że nic nie było w stanie nas na długo poróżnić.
Usłyszałam odgłos kropli spadających na kafelkową posadzkę. Na chwilę całkowicie przestałam myśleć i skupiłam się wyłącznie na tajemniczym dźwięku. Udałam się do łazienki, lekko odchylając drzwi. To, co zobaczyłam, przerosło moje najśmielsze wyobrażenia. Ściany były pokryte rysunkami i symbolami namalowanymi krwistą mazią. Zwłoki przytwierdzone do ściany gwoźdźmi bezwładnie zwisały ze ściany. Ciało wyglądało jak rozszarpane przez zwierzę. Długie pozlepiane potem i krwią czarne włosy przykrywały twarz. Odchyliłam kosmki włosów bojąc się widoku, który miałam przed oczyma. To był Nomad.
środa, 26 lutego 2014
SZTUKA! picia piwa
Witajcie moi drodzy ... czytelnicy (?)
Dziś chciałbym porozmawiać z wami o piwnym challengu
Zasady: Macie 24h na udostępnienie wideo na którym pijecie 500 ml piwa na raz i nominujecie następne 3 osoby. Osoba która nie podoła wyzwaniu, stawia kratę piwa.
Myślę, że to jedna z głośniejszych "fejsbukowych" akcji jakie do tej pory napotkałem.
Na początek powiem, że nie rozumiem całego tego "fenomenu", jakim jest nagrywanie tych idiotycznych nagrań, gdzie gimnazjaliści, a czasami nawet podstawówka jak to zdarzyło mi się zauważyć, pije piwo do kamery ciesząc się od ucha do ucha, kiedy ostatni łyk trunku przepłynie im przez gardło. Nie wiem czemu niektórym ten fakt imponuje ...
Z tego co słyszałem, są nawet ofiary śmiertelne tej "zabawy" - GRATULUJE
Takie oklepane pytanie mam jeszcze: Jeśli ktoś wam zaproponuje pożycie cyjanku sodu, też tak chętnie nagracie filmik? Jeśli tak, to chętnie obejrzę
Nie wiem jak Wy, ale ja nie mając kontaktu z wieloma znajomymi "face to face" przeglądam sobie ich profile z ciekawość "co u nich słychać". Oglądam sobie profile i co 2 znajomy właściwie ma wideo jak z ucieszoną mordką pije piwko i nominuje 3 osoby do tej "akcji".
Stworzył się z tego swoisty łańcuszek i to powoli zaczyna mnie osobiście przerażać, ale na szczęście do mnie takowe wyzwanie nie trafiło. A nawet gdyby tak się stało, nie podjąłbym się go, ani tym bardziej z tego powodu nie zamierzał "stawiać kraty piwa".
Chcę Wam jeszcze tylko przypomnieć, że wielu pracodawców często sprawdza swoich przyszłych pracowników właśnie na "fejsbuku". Przeglądają ich profile, zdjęcia i również nagrania jeśli takowe się znajdą.
Pamiętam słowa mojej drogiej pani od przedmiotu z przyjazną nazwą "Język komunikacji nowych technologi" czyli w skrócie "jot-kom-nt":
Com chciał - tom powiedział
Pozdrawiam również wszystkich, którzy czytają moje wypociny :)
Na koniec filmik, którym ktoś dosadnie się "wypowiedział" na temat wyżej wspomniany
http://www.youtube.com/watch?v=EHXhdF2UMVo - Powodzenia
Dziś chciałbym porozmawiać z wami o piwnym challengu
Zasady: Macie 24h na udostępnienie wideo na którym pijecie 500 ml piwa na raz i nominujecie następne 3 osoby. Osoba która nie podoła wyzwaniu, stawia kratę piwa.
Myślę, że to jedna z głośniejszych "fejsbukowych" akcji jakie do tej pory napotkałem.
Odczuwam, że dzisiaj dużo słów znajdzie się w " "
Może sam fakt, że takie piwo udało im się je zakupić?
Z tego co słyszałem, są nawet ofiary śmiertelne tej "zabawy" - GRATULUJE
Takie oklepane pytanie mam jeszcze: Jeśli ktoś wam zaproponuje pożycie cyjanku sodu, też tak chętnie nagracie filmik? Jeśli tak, to chętnie obejrzę
Taka dygresja :3
Nie wiem jak Wy, ale ja nie mając kontaktu z wieloma znajomymi "face to face" przeglądam sobie ich profile z ciekawość "co u nich słychać". Oglądam sobie profile i co 2 znajomy właściwie ma wideo jak z ucieszoną mordką pije piwko i nominuje 3 osoby do tej "akcji".Stworzył się z tego swoisty łańcuszek i to powoli zaczyna mnie osobiście przerażać, ale na szczęście do mnie takowe wyzwanie nie trafiło. A nawet gdyby tak się stało, nie podjąłbym się go, ani tym bardziej z tego powodu nie zamierzał "stawiać kraty piwa".
Chcę Wam jeszcze tylko przypomnieć, że wielu pracodawców często sprawdza swoich przyszłych pracowników właśnie na "fejsbuku". Przeglądają ich profile, zdjęcia i również nagrania jeśli takowe się znajdą.
Pamiętam słowa mojej drogiej pani od przedmiotu z przyjazną nazwą "Język komunikacji nowych technologi" czyli w skrócie "jot-kom-nt":
~ W internecie nic nie ginieMimo, że wy przykładowo usuniecie wideo, nie znaczy, że ono całkowicie znika z internetu. Ktoś może zrobić screen, nagrać filmik ze swojego komputera programem do takowych działań. A wiemy, że takie istnieją bo nieraz pewnie oglądaliście tutoriale, gdzie ktoś pokazywał na własnym ekranie monitora jak coś się robi - prawda?
Nie wiem, może jestem dziwny...
Może to, ze mną jest coś nie tak...Com chciał - tom powiedział
Pozdrawiam również wszystkich, którzy czytają moje wypociny :)
Na koniec filmik, którym ktoś dosadnie się "wypowiedział" na temat wyżej wspomniany
http://www.youtube.com/watch?v=EHXhdF2UMVo - Powodzenia
wtorek, 25 lutego 2014
Ośmiorniczki atakują
Ciąg dalszy Carmen
Wracając do domu w głowie wciąż słyszałam echo słów Moriego. Szłam chodnikiem uważając na to, żeby nie stanąć na pęknięciu, a wspomnienia czasów, gdy wszystko było takie proste same napływały mi do mojego umysłu. Wtedy wszystko było łatwe. Nie trzeba było mieć drogich, markowych ubrań. Najnowszego smartfona. Można było być po prostu sobą – nikogo nie udawać. Nuciłam pod nosem piosenkę, którą mama śpiewała mi, zanim jeszcze straciła pracę i zaczęła pić. Usłyszałam sapnięcie. Odwróciłam się lekko, udając, że patrzę jedynie na drugą stronę ulicy. Kątem oka spojrzałam za siebie i zobaczyłam rosłego mężczyznę. Miał kaptur na głowie, a jego oddech słyszałam coraz wyraźniej. Przyśpieszyłam kroku, lecz wydawało mi się, że i on zaczął iść szybciej. Czułam, że powinnam zacząć biec, ale wtedy zapewne zacząłby gonić za mną. Z pewnością by mnie dogonił. Otrząsnęłam się. Pewnie to zwykły mężczyzna, który po prostu idzie w tę stronę, co ja. Wyciągnęłam z torby słuchawki i wtedy poczułam dłoń na ramieniu. Ostre szarpnięcie targnęło mną wprost do ślepej uliczki. Mężczyzna przydusił mnie przedramieniem do ściany. Patrzył na mnie swoimi czarnymi oczyma. Widziałam w nich wszystko, co się za chwile stanie. Czułam dłonie, które oblepiały moje ciało. Dyszał na mnie, klnąc niemiłosiernie. W moim umyśle krzątały się rozmaite myśli. Chciałam krzyczeć, lecz jego ręka miażdżyła mi krtań. Szamotałam się, chcąc wyrwać swoje ciało z jego objęć - był ode mnie silniejszy. Modliłam się, aby ktoś mi pomógł, jednak nikogo nie było. Ulica była pusta, a światła w budynkach zgaszone. Miasto umarło, a ja wraz z nim.
poniedziałek, 10 lutego 2014
Natchniony Laną Del Rey
Carmen
1
Utopia
Utopia
Kiedy weszłam do środka, poczułam dreszcze i endorfiny rozpływające się po moim ciele. Oświetlenie i muzyka tworzyły klimat wieczności. Sprawiało to poczucie bezpieczeństwa i błogości. Kiedy przekroczyłam próg klubu, przestałam myśleć o tym, co przez cały dzień zaprzątało mi głowę. Byłą sekretarką matki - Nema, która puściła się z moim ojcem. Halle i Lujah, którzy, jak co dzień śmiali się mnie. Mimo to bezwstydnie chodzili do kościoła. Kat-Harsis, która rozpuściła plotkę w całej szkole, że się sprzedaje, bo matka wyrzuciła mnie z domu. Wszystko poszło w niepamięć. Pozwoliłam prowadzić się muzyce. Czułam jak całe zło dzisiejszego dnia odpływa wraz z kolejnymi ruchami mego ciała. Mogłabym spędzić resztę życia tańcząc bez pamięci. Światła opływały moje ciało, a ciemność ukrywała to, co miało już nigdy nie wrócić – cierpienie. Otwierając oczy widziałam jedynie tłum ludzi, którzy zdawali się również pragnąć jedynie chwil zapomnienia.
- Nie widziałem Cię wcześniej w Utopii. Jesteś tu nowa? - Zagadnął mnie brunet ubrany czarną koszulkę z nadrukiem, starając się przekrzyczeć muzykę. Na pierwszy rzut oka wyglądał jak diler.
- A czy to ma jakieś znaczenie? – Powiedziałam, chcąc go spławić i móc oddać się z powrotem rozkoszy zapomnienia.
- Jestem Mori, a Tobie jak na imię?
Chłopak nie wyglądał, jakby zamierzał odpuścić, więc odeszłam w stronę baru, aby trochę odsapnąć.
- Barman! - Starałam się przekrzyczeć muzykę – Coś mocnego!
- Nie jesteś trochę za młoda? – Uśmiechnął się i sięgnął po jedną z butelek nalewając mi coś do szklanki.
- Nie wiesz może, co to za facet? – Mówiąc to, wskazałam na bruneta, który właśnie zbliżał się ku mojej skromnej osobie.
- Jeśli lubisz kłopoty, powinnaś się z nim dogadać – Napomknął barman i odszedł ku kolejnej, spragnionej procentów duszy.
Sięgnęłam po napój i wypiłam łyka. Nie wiem, co to było, ale porządnie wykrzywiało mordę. Odstawiłam szklankę i patrzyłam jak … Neri czy jak mu tam, próbuje się przebić przez tłum w stronę baru. Chłopak widocznie upodobał sobie mnie, jako dzisiejszy łup.
- O nie, nawet o tym nie myśl - pomyślałam – spokojnie, pewnie za chwile sam się przekona, że nie jestem warta uwagi.
- No wiec jak? – Zapytał Mori, kiedy znalazł się wystarczająco blisko mnie - Zdradzisz mi swoje imię?
- Carmen – Krzyknęłam, żeby mieć go z głowy i nie musieć powtarzać dwa razy.
- A więc, Carmen, udamy się w nieco cichsze miejsce?
Kiedy patrzyłam w jego, brązowo-zielone oczy czułam się jak niepoprawna romantyczka z książek pokroju zmierzchu, które czytają nastolatki. Przyznaję, że też czytałam ten chłam z czystej ciekawości i totalnie nie potrafię pojąć, co ci dwaj widzieli w tej biednej sierotce. Miałam kilka takich chwil, kiedy chciałam być na jej miejscu. Czuć, że ktoś mnie potrzebuje, a nawet pragnie.
- Prowadź - powiedziałam.
Mori złapał mnie za przegub i zaczął przecinać tłum ludzi na wskroś, aż znaleźliśmy się w loży ukrytej, za kotarą. Wskazał mi, aby usiadła, więc i tak zrobiłam.
- Po co? –Zapytałam przerywając ciszę.
- To znaczy? – Powiedział zdezorientowany.
- Dlaczego mnie tu zabrałeś?
- Obserwowałem Cię, jak tańczysz i pewnie nie uwierzysz, ale wyglądałaś, jakbyś chciała tańcem sprawić, aby wszystko przestało istnieć. Tak wiem, to brzmi idiotycznie, ale tak właśnie było.
- Słodkie – uśmiechnął się – Mogę już sobie iść? – Uśmiech zszedł z jego twarzy równie szybko jak się pojawił, więc wstałam i … usiadłam, ponieważ złapał mnie za rękę i straciłam równowagę.
- Czemu jesteś taka oschła podczas gdy mam coś, co może odmieć twoje życie?
Spojrzałam ponownie prosto w jego oczy. Teraz wydawały się być granatowe, jak burzowa chmura. Nigdy nie przypuszczałam, że którykolwiek chłopak będzie potrafił przykuć moją uwagę.
- Widzę, że Cię zaintrygowałem – uśmiechnął się
- Co masz na myśli? Narkotyki? Dopalacze?
Kompletnie nie rozumiałam jego pobudek, wobec mnie. Czułam jednak, że nie pozostaje mi nic innego, jak wysłuchać tego, co ma mi do zaoferowania.
- Narkotyki, to jedynie ułuda. Ja mogę dać ci rzeczywistość, o jakiej tylko mogłaś marzyć.
- Jesteś jakimś zboczeńcem. Świrem! – poczułam, że czas opuścić to miejsce i wrócić do domu.
- Carmen, uspokój się. Wysłuchaj, a później podejmiesz decyzję – powiedział nieco poważniejszym tonem.
Teraz, kiedy na niego patrzyłam, wydawał się być starszy niż wcześniej to oceniłam. Może to przez oświetlenie albo barman dodał mi coś do drinka.
- Masz trzy minuty na wyjaśnienie mi, o co Ci chodzi – Powiedziałam stanowczo.
- Wyobraź sobie, że cały świat jest w Twoich dłoniach. Możesz uczynić z nim, co zechcesz. Pomyśl, że możesz zmienić wszystko i wszystkich według własnego widzimisię.
Mówiąc te słowa Mori wpatrywał się we mnie i przeszywał wzrokiem, jakby chciał wzbudzić we mnie zaufanie. Nie wiem, co mnie skłoniło, aby zgodzić się go w ogóle wysłuchać.
- Minuta pięćdziesiąt cztery – Powiedziałam patrząc na wyimaginowany zegarek na mym zegarku.
- Do rzeczy – powiedział Mori – Gdybyś mogła coś zmienić, co by to było?
Pierwsze, co mi przyszło na myśl, to fakt, że żyję. Później pomyślałam o wszystkich problemach. Nie tylko dzisiejszych, ale też o tych, które trapiły mnie od dawna. Byłam szarym „nerdem”, który myśli wyłączenie o tym, czy w ogóle warto pokazać się na balu maturalnym.
- Często rozmyślałam o tym, dlaczego Bóg poskąpił mi gustu, charyzmy czy nawet poczucia humoru. Nie mam przyjaciół, czy nawet znajomych. Może poza Nomadem. Cała reszta mnie ignoruje i udaje, że nie istnieje. Nie mam nic.
Wszystko wypływało ze mnie jak z pękniętej tamy, którą był mój umysł. Kryłam to wszystko w sobie, a teraz coś we mnie pękło i po prostu musiałam to powiedzieć na głos.
- A więc czego pragniesz? – Zapytał Mori
- Chciałabym posiadać coś, co sprawiłoby, że stałabym się wyróżniona. Chcę by wszyscy wiedzieli, kim jestem i zapamiętali na długo – Sama dokładnie nie wiedziałam, o co konkretnie mi chodziło.
- Co byłabyś w stanie poświęcić, w zamian za ten dar? – Brunet sprawił, że poczułam ciarki na mym ciele.
- Począwszy od mojej duszy? Wszystko! – Wykrzyknęłam głośno, po czym zdawało mi się, iż muzyka w klubie na chwilę przycichła, aby wszyscy mogli mnie usłyszeć.
- Dlaczego? – Zapytał Mori.
-Czy kiedykolwiek zauważyłeś, jakie łatwe jest życie innych ludzi? Kupują modne ubrania. Mają samych wpływowych znajomych. Są zapraszani na najlepsze imprezy i wydaje się jakby zawsze otrzymywali to, czego chcą. A Ty jesteś zawsze gdzieś z boku.
Cały żal, jaki miałam do świata wylewał się ze mnie. Mori patrzył na mnie z uwagą i dozą intrygującej tajemnicy, która kryła się w jego spojrzeniu. Patrzyłam na niego, a on jakby przeszywał mnie całą. Wydało się, jakby mógł usłyszeć moje myśli.
Cały żal, jaki miałam do świata wylewał się ze mnie. Mori patrzył na mnie z uwagą i dozą intrygującej tajemnicy, która kryła się w jego spojrzeniu. Patrzyłam na niego, a on jakby przeszywał mnie całą. Wydało się, jakby mógł usłyszeć moje myśli.
- Nikomu nie zrobiłoby różnicy gdybyś w ogóle nie istniała –pomyślałam ze smutkiem.
Mori wstał, uśmiechnął się i powiedział.
- Jest w Twoim życiu ktoś, komu na Tobie zależy. Kiedy go stracisz…
Rozległ się dźwięk telefonu…
CDN.
CDN.
niedziela, 12 stycznia 2014
Szkolne paranoje :)
Dziś chciałbym przedstawić paranoje w mojej szkole ...
Ostatnio w moim kochanym technikum z tygodnia na tydzień jest coraz ciekawiej.
Wszystko zaczęło się bodajże od dwukrotnie zatkanych umywalek ( UWAGA! ) w damskiej toalecie. Wniosek dyrekcji był taki, iż zablokują nam "szczęśliwy numerek" na czas nieokreślony.
Na poprawie sprawdzianu z matematyki nauczyciel nie podał poleceń do sprawdzianu, mimo licznych próśb ze strony uczniów.Psorka od polskiego wpisała mojej koleżance jedynkę za niezadane zadanie domowe.Jednej babce od angielskiego nie chciało się robić lekcji, wiec zwolniła całą grupę do domu.
Jeden z "super pomysłów" naszej szkoły:
- Kupić papier kredowy (bo po co zwykły)
- Drukować na nim kolorową gazetkę szkolną (4zł-sztuka)
- Udostępnić ją tego samego dnia na stronie szkoły za darmo ...
Kobieta od zawodowych robiąc sprawdzian albo kartkówkę nie uznaje osobistego toku myślenia i zalicza jedynie słowa, których ona sama użyła. Raz chciała się ze mną kłócić, że źle napisałem kartkówkę, podczas gdy przepisałem słowo w słowo to co było w książce. Gdy powiedziałem jej, że to samo jest w książce uznała, że "Uznam ci to, ale to nie po mojemu". Ta sama kobieta kazała nam się nauczyć tabeli o spółkach i powiedziała, że pozwoli nam poprawiać tą kartkówkę, aż nie będzie pozytywnej oceny. Kiedy jedna z moich koleżanek napisała tą kartkówkę na jedynkę, psorka stwierdziła, że nie pozwoli jej podejść do kartkówki kolejny raz.
Uwaga złamanie statutu: 4 sprawdziany w ciągu jednego tygodnia i tak przez 2 tygodnie.
Fajnie co nie? A dlaczego tak się stało? Ponieważ przez półrocze wszyscy mieli czas, a pod koniec semestru nagle przypomnieli sobie, że muszą być 3 oceny do wystawienia semestralnej. Jednak psor od fizyki pobił wszystkich o głowę. Pewnego dnia przyszedł na lekcje 9 minut przed dzwonkiem i udał, że wszystko jest w porządku. Nie było go przez prawie cały semestr i chyba myśli, że jego przedmiot wychodzi poza normy szkolne.
Pomińmy tą jakże piękną ocenę. Otrzymałem ją tuż po prawie półmiesięcznej nieobecności nauczyciela, który zaraz po swoim przybyciu jeb*ął nam kartkóweczkę :)
Pewnie byłoby tego więcej, ale jako, że nie byłem skłonny zrobić pełnego rozeznania opisałem jedynie to co zdarzyło się mojej grupie ...
A teraz to co każdy z nas wie: Oświata jest poje*ana
Zacznijmy od faktu, że przedmioty ogólne są w pierwszej klasie całkowicie bez celu. Nie nauczą nas tam niczego co byłoby w jakimś stopniu przydatne (przynajmniej na moim kierunku)
Ostatnio zapytałem pewną kobietę po studiach jaki jest cel nauki o DNA w zawodzie "technik organizacji reklamy"Odpowiedź: No .... ym ... nie wiem*
Albo jeszcze ciekawsza odpowiedź matematyka, który został zapytany o przydatność w praktyce przekształcania wzorów
Odpowiedź: Kiedy będziecie musieli na fizyce (...)*
Także wnioski same się nasuwają ...
Nauka tak istotnych w życiu tematów jak "przeróbka ropy naftowej i węgla kamiennego" czy "równania i układy równań pierwszego stopnia" lub "interpretacja Psalmu 51" jest potrzebna jedynie w szkole i kiedy wyjdziemy poza mury tego budynku możemy o tej wiedzy zapomnieć, bo wątpię by ktoś pragnął rozmawiać w autobusie o tym dlaczego "Czerni się w wodzie żabi skrzek".
Szkoła od lat skłania do ściągania, przepisywania zadań, wagarowania i innych tego typu zachowań. Spowodowane jest to tym, że najzwyczajniej Ci którzy wymyślają to, czego mamy być nauczani nie mają o tym nauczaniu zielonego pojęcia. Program jest przeładowanym bezsensownym bełkotem, który ma wyprać nam mózgi, aby przystosowały się do przyjmowania poleceń bez względu na ich sens. Od najmłodszych lat kreatywność jest tępiona, a jeśli myślisz teraz o lekcji muzyki i plastyce to jest to tylko ułuda :)
Pomyśl, jaki sens mają 2-3 godziny religii tygodniowo, a fizyki czy chemii jedna w tygodniu ... Ja też nie znam na to pytanie odpowiedzi i pewnie mógłbym przejść się do dyrekcji w poniedziałek i zapytać dlaczego tak właśnie jest, a miła pani sekretarka czy inna urzędniczka spojrzałaby na mnie i odpowiedziała bełkotem, którego wyuczyła się prawdopodobnie na pamięć.
*Odpowiedzi są jedynie przybliżoną wersją, gdyż niestety moja pamięć nie zapamiętała pełnej treści wypowiedzi :)
środa, 27 listopada 2013
Nie ufaj miłym ludziom - opowiadanie
Dynia
18:55 23 września 2008
- Bardzo dziękujemy - uścisnęła dłoń pani
Carmody.
- Przyjemność po naszej stronie. Weźcie jeszcze trochę ciasta dyniowego na
drogę - kobieta serdecaznie się uśmiechnęła i wręczyła pakunek Karou
- Wyjaśnię wam, jak dojechać do Sugarville. Kiedy wyjedziecie z miasteczka i
miniecie pole dyniowe powinniście skręcić w prawo na rozdrożu. Później
wystarczy patrzeć na znaki. - powiedział pan Carmody – gospodarz domu.
- Jeszcze raz dziękujemy. – dodał Erias, wsiadając do samochodu.
19:38 23 września 2008
- No chyba żartujesz? – powiedział, kiedy tuż
przy polu usłyszał gasnący silnik.
- Co się stało? – zapytała niemrawo Karou, która jeszcze chwilę temu spała.
Chłopak wysiadł z samochodu. Kiedy podniósł maskę od razu rozpoznał (oczywistą)
przyczynę.
-Silnik zdechł.
-W takim tempie nigdy nie dojedziemy na miejsce. – Euforia Karou, która ją
przepełniała w związku z pokazem mody Dolores Blackburn uleciała równie szybko,
jak nadzieja, że tej nocy opuści to przerażające miasteczko. Dolores była
projektantką mody, która zasłynęła z projektów kreacji dla Lady Gagi.
Mimo, że nie pracuje już z gwiazdą, wciąż cieszy się popularnością i uznaniem w
świecie mody.
- Obiecuje, że dojedziemy na czas. – powiedział Erias sam nie wierząc w to co mówił - Spójrz - chłopak
wskazał palcem na palące się światło widoczne pomiędzy drzewami - tam jest
jakiś dom.
- Ja tam nie idę, nawet na to nie licz.
- Dobrze, ja pójdę, a ty tu zostań. – mówiąc to, dobrze wiedział, że ona nigdy
nie zostałaby sama w szczerym polu. Kiedy ruszył w stronę domu usłyszał szelest
liści – to Karou.
Idąc pomiędzy, ogołoconymi z liści, drzewami zobaczył niewyraźną postać. Był to
strach na wróble.
-Koszmarek – szepnęła Karou mijając czupiradło. Nie była pewna, ale wydawało
jej się, że straszydło łypało na nią spod czupryny słomianych włosów. –
Pośpieszmy się, dobrze? – powiedziała wyraźnie poddenerwowana.
Oboje przyspieszyli tępa, jakby czuli zbliżające się ku nim niebezpieczeństwo.
Z każdym krokiem zaczynali przyspieszać, aż zaczęli biec w stronę pobliskiej
chaty. Karou zbliżała się do domostwa, lecz spostrzegła, że Eriasa nie ma
nigdzie w pobliżu. Rozglądała się niespokojnie
- Erias! – krzyknęła, nawołując narzeczonego – To nie jest zabawne! – usłyszała
szelest i dyszenie. – Erias? – Teraz nie była pewna czy to dowcip jej
przygłupiego amanta, czy ktoś czaił się za drzewami obserwując każdy jej ruch.
Emocje wzięły górę – zaczęła biec, coraz bardziej oddalając się od chaty.
Biegła ile sił, lecz nogi miała jak z waty – upadła. Obejrzała się za siebie.
To co zobaczyła przerosło jej wszelkie obawy. Erias leżał na ziemi –
przynajmniej to co z niego zostało. Jego ciało było oskórowane. Wnętrzności
zostały usunięte z ciała, a głowa została wyrwana z tułowia. Karou była
przerażona i nie potrafiła wydusić z siebie nic, poza głuchym krzykiem
rozpaczy. Nie trwał on jednak długo, gdyż to co zobaczyła, gdy podniosła wzrok,
było dla niej, jak koszmar, z którego nie potrafiła się obudzić.
16:38 21 września 2009 r.
Dzisiejszy dzień zapowiadał się zwyczajnie tragicznie.
Pokłóciłam się z Verne. Ostatnio często nam się to zdarza Prawdopodobnie
zmierzał właśnie w kierunku Sugarville. On wiecznie był poukładany i kompletnie
nieasertywny, w przeciwieństwie do mnie. Ja ciągle robiłam idiotyczne i
niebezpieczne rzeczy, dla czystej adrenaliny. Przyznaję, że nieraz przejechałam się na takim stylu bycia.
Przynajmniej będzie co opowiadać wnukom na dobranoc. Dzisiaj, zaraz po przebudzeniu usłyszałam, jak Verne rozmawia
przez telefon z ojcem. Kiedy tylko miał z nim kontakt zaczynał zachowywać się jak zahipnotyzowany. Nie przeszkadzało mi to w dzieciństwie. Teraz kiedy swoje przeżyłam i mam świadomość tego, jaki ojciec ma
na niego wpływ, jest mi go po
porostu żal. Tłumaczyłam mu wiele razy, że powinien się opamiętać. Mimo iż jestem młodsza od swojego brata,
to o wiele wcześniej zaczęłam myśleć samodzielnie i brać odpowiedzialność za to, co robię. Ojciec dzwonił w sprawie kolejnego zniknięcia. Para młodych narzeczonych zniknęła bez śladu.
Podobno zaginięcia miało miejsce rok temu 23 września w miasteczku Nova.
Coś mnie tknęło.
Sięgnęłam do notesu i sprawdziłam czy data ma jakieś konkretne odniesie do czegokolwiek,
co pomogłoby ustalić przyczynę.
Znalazłam!
„Święto Mabon, które jest powszechnie znane jako dożynki. W tym czasie dziękuje
się za wszystko, co przyniosły minione miesiące.”
Kartkując dziennik szukałam informacji o bożkach lub rytuałach, które
potrzebują ofiary z dwojga przedstawicieli naszego gatunku. Szkoda, że Verne
mnie opuścił - jego mózg byłby, jak znalazł.
Nie ma czasu. Zadzwonię do wuja Alcona w
drodze – powiedziałam sama do siebie
07:49 22 września 2009 r.
To miasteczko przyprawia o
dreszcze. Kiedy meldowałam się w motelu, miałam wrażenie jakby recepcjonistka
próbowała zabić mnie wzrokiem. Aktualnie leżę na łóżku, w pokoju który wygląda
jakby niejedno widział. Zadzwoniłam do Alcona, lecz niczego nowego się nie
dowiedziałam. Potwierdził jedynie moje domysły. Nie cierpię czekać na
informację - zwłaszcza kiedy działam w pojedynkę, bo jaśnie księżna Verne się
obraził i postanowił sobie wyjechać. AGHR!!!
Nova (miasteczko skrywające
mroczną tajemnicę)
+
Vonie (wiecznie szukająca
problemów)
-
Verne (ciągle szukający własnej drogi)
=
MEGA KŁOPOTY
13:14 22 września 2009 r.
- Przepraszam, kojarzy pan może tę
dwójkę? – mówiąc to pokazałam mu fotografię dwójki zaginionych, których znalazłam
w raporcie policyjnym – Podobno widziano ich tutaj. – Mężczyzna wyciągnął dłoń
po zdjęcia, lecz jedynie rzucił na nie okiem
- Przykro mi, niestety nie pamiętam żadnego z nich. Rzadko ktoś obcy się tutaj
pojawia. – Mówił to tak, jakby traktował przejezdnych jak zarazę.
- Objechałam już sąsiednie miasteczka, lecz tam też nikt o nich nie słyszał. Jakby
zapadli się pod ziemię – Wyraz jego twarzy był bardzo wymowny. On ich
rozpoznał, ale nie wiedzieć czemu nie chciał nic powiedzieć – Dziękuje i
przepraszam – czułam jego wzrok na sobie, gdy wsiadałam z powrotem do auta.
13:47 22 września 2009 r.
Zajechałam do pobliskiej stacji benzynowej,
aby zatankować i kupić coś do jedzenia. Dawno już nie jadłam nic poza
batonikami i rybą z puszki.
- Poproszę kilka konserw i trzy galony benzyny
- Rzadko widzi się tutaj zamiejscowych. Dokąd to się pani wybiera ?
- Kobieta, która mnie obsługiwała wydawała się być miła, więc postanowiłam
spróbować zagadnąć ją o zaginionych nowożeńców.
- Próbuję dowiedzieć się co się stało z moimi przyjaciółmi. Zaginęli rok temu i
podobno zatrzymali się tutaj, ale nikt o nich nie słyszał, jak na razie. –
sięgnęłam do torby i pokazałam jej zdjęcia – Może Pani ich rozpoznaje? –
kobieta ubrała okulary i zmrużyła oczy, lecz nie rozpoznała ich. Wtedy do
sklepu wszedł mężczyzna ubrany we flanelową koszulę i czapkę z daszkiem.
- Kochanie widziałeś tutaj tych dwoje?
- Możliwe, że zatrzymali się tutaj, aby zatankować? – zagadnęłam starca, jednak
oboje zaprzeczyli. Usłyszałam dzwoneczek w drzwiach i zerknęłam przez ramię z
ciekawości. Był to młody chłopak o kruczoczarnych włosach.
- Wuju, gdzie to postawić ten karton?
- Postaw koło okna – odpowiedziała kobieta. Chłopak zerknął na zdjęcia, które
znów trzymałam w rękach.
- Coś się stało?
- Szukam dwójki przyjaciół, którzy zaginęli jakiś czas temu.
- Kojarzę ich – Nareszcie! – pomyślałam i podałam mu zdjęcie, aby upewnić się,
że to na pewno ich pamiętał.
- Pamiętacie tą dwójkę, która zgubiła drogę? – Zapytał chłopak, a starcy
spojrzeli po sobie – Zatrzymali się tutaj jakiś rok temu
- Faktycznie! Teraz pamiętam. – Kobieta uśmiechnęła się do mnie.
- Wiedzą Państwo gdzie się później udali?
- Pokierowałem ich jak dojechać do Sugarville i odjechali.
- Powie mi Pan którędy tam dojechać?
- Kiedy wyjedziesz z miasteczka i miniesz pole dyniowe skręć w prawo
na rozdrożu. Później wystarczy, że będziesz patrzeć na znaki
- Dziękuję serdecznie, bardzo mi państwo pomogli – przy drzwiach rozległ się dźwięk
dzwonka
- Przepraszam – powiedziała rudowłosa dziewczyna, a zaraz za nią do sklepu
wszedł jakiś napakowany koleś, który wydawał się jej chłopakiem.- Zepsuło nam
się auto. Czy jest tutaj gdzieś warsztat?
16:04 22 września 2009 r.
Mgła otaczająca pole i okoliczne drzewa byłą
wręcz demoniczna. Czułam dreszcze kiedy kroczyłam ścieżką, wtedy ujrzałam tego
koszmarnego stracha na wróble. Był szkaradny: stary, zniszczony prochowiec,
sfatygowany kapelusz i maska która sprawiała, że upiór przyprawiłby niejednego
o zawał serca nocną porą. Podeszłam bliżej, aby się przyjrzeć. Wzięłam drabinę
i wspięłam po szczeblach. Kiedy znalazłam się na wysokości czupiradła puls mi
przyspieszył. Miałam wrażenie, że za chwilę monstrum serwie się z lin, którymi
był przytwierdzony do stelażu. Moją uwagę przykuło znamię na mordzie tej zmory.
Nagle coś sobie przypomniałam i wyciągnęłam z plecaka zdjęcie dziewczyny. Miała
bliznę dokładnie w tym samym miejscu co ta diabelska maszkara.
- No to już wiemy co się z nimi stało
17:22 22 września 2009 r.
Poinformowałam Alcona o tym
czego się dowiedziałam. Powiedział mi, że to prawdopodobnie
Karmin –bożek, który opiekował się plonami i ochraniał wioski przez złem.
Zazwyczaj jego ołtarz w postaci stracha na wróble był stawiany na polach lub
sadach. Składano mu ofiary mu z kobiety i mężczyzny. Niestety wciąż nie znalazł
odpowiedzi jak go zabić. Verne wciąż nie oddzwaniał mimo, że zostawiłam mu
chyba z tysiąc wiadomości. Na bank wiedziałby, co zrobić w tej sytuacji.
19:49 23 września 2009 r.
- Czemu ja wcześniej o tym nie
pomyślałam! - powiedziałam, kiedy ujrzałam samochód na środku drogi – To
na pewno ta parka, która zatrzymała się w sklepie – Wysiadłam z samochodu i
zabrałam ze sobą strzelbę. Biegłam pomiędzy drzewami szukając dwójki niczego
nieświadomych cywili. Kiedy wybiegli na mnie wyglądali na przerażonych –
maszkaron pewnie już się zerwał na polowanie.
- Uciekajcie do samochodu i … - nie musiałam kończyć, oboje wzięli nogi za pas
i pognali w stronę szosy.
Zaczęłam strzelać do tego diabelskiego monstrum, niestety bez skutku. Jako, że
srebrne kule nic nie dały musiałam uciekać. Odjeżdżając widziałam z oddali
samochód niedoszłych ofiar Karmina.
Zadzwonił telefon – Alcon
- Właśnie uciekłam żywemu maszkaronowi. Masz coś dla mnie?
- Ogień! Musisz spalić święte drzewo!
- Nie pomagasz. – zdyszana wysapałam do telefonu - Skąd mam wiedzieć które to?
– usłyszałam odłożoną słuchawkę – HALO! – wołałam bezcelowo. Słyszałam jedynie
ciszę. - No super! – Alcon zawsze się rozłączał, kiedy pytałam go o coś, czego
nie wiedział. Poczułam silny ucisk w klatce piersiowej – coś uderzyło w moje
auto.
16:22 24 września 2009 r.
Usłyszałam otwierające się drzwi
pomieszczenia, w którym się ocknęłam
- Ciociu Nevido proszę nie róbcie mi tego, proszę – był to chłopak, który
pomógł mi w znalezieniu moich rzekomych znajomych. Facet który pokazywał mi
drogę, wepchnął go po schodach do pomieszczenia– Czemu to robicie? – Był
wyraźnie przestraszony.
- Gdyby nie ona – wskazała na mnie – nigdy nie dowiedziałabyś się o tym
- On – prawdopodobnie chodziło mu o stracha– jest na nas zły, nasze plony
marnieją - to dla wspólnego dobra kochanie – mówiąc to zamknął drzwiczki i
zaryglował je.
16:58 24 września 2009 r.
- Przestań! – wrzasnęłam na niego – Twoje
łażenie w kółko i stękanie nic nie pomoże
- Przecież to nie może być prawda, dlaczego oni to robią? – Chłopak wydawał się
być zdezorientowany.
- Musisz mi pomóc.
- Jak? Jesteśmy tu uwięzieni – boże jak ja nie cierpię takich mazgai
- Jak masz na imię?
- Avion – powiedział chłopak
- Posłuchaj Avion, możemy wyjść z tego cało. Mam na imię Vonie i jestem
łowczynią demonów. – Mówiąc to pokazałam mu swój tatuaż na karku, który chronił
mnie przez urokami. -Myślę, że po tym co dziś zobaczyłeś, jesteś w stanie mi
uwierzyć. Wydaje mi się, że nie masz specjalnego wyboru. Musisz mi powiedzieć czy w okolicy pola jest
jakieś drzewo, które jest stare, albo traktowane, jakby było święte? - spojrzał
na mnie i już chciał zaprzeczyć, kiedy nagle coś go olśniło.
- Jest bardzo stary dąb. Z tego co wiem, było to pierwsze drzewo, które
posadzono na tych ziemiach –powiedział.
- Obiecuje, wyjdziemy z tego. – sama nie wierzyłam do końca w to co mówię
17:31 24 września 2009 r.
- Dlaczego to robicie? – chłopak zapytał
wyraźnie przerażony tym, że ci których kochał chcą złożyć go w ofierze.
- To jest dla nas trudne, ale to musisz być ty. – powiedziała jego ciotka
- Zostaniemy karmą dla Karmina, podczas gdy wy będziecie się cieszyć szczęściem
i brakiem problemów. To jest dla was takie trudne?- Krzyczałam cała
roztrzęsiona.
-Wspólne dobro jest ważniejsze, niż dobro jednostki – powiedziała ta stara
raszpla, kiedy siedzieliśmy przywiązani do drzewa.
- Wynośmy się stąd, za chwile zrobi się tutaj nieprzyjemnie. – Powiedziała
ciotka do reszty społeczeństwa wplątanego w to całe zamieszanie.
18:41 24 września 2009 r.
- Dlaczego oni to robią? – młody po mimo
całej tej sytuacji, wciąż nic nie rozumiał
- Składają nas w ofierze Karminowi. Jest to bożek, który chroni ich plony w
zamian za ofiarę z mężczyzny i kobiety, czyli ciebie i mnie w tym przypadku.
Wszystko po to, aby ich marne życie
nabrało kolorów. Zabili już tyle ludzi, że jesteś dla nich jedynie kupą mięsa
- Vonie, ale obiecałaś, że nas stąd wydostaniesz!
- Wciąż pracuje nad planem. – kompletnie nie wiedziałam co mam zrobić. Byłam totalnie
bezbronna.
- Słyszałaś?
- Przykro mi młody, ale to chyba nasz koniec – powiedziałam pogodzona ze swoim
losem.
- Vonie! – to Verne, nigdy się tak nie cieszyłam słysząc jego głos
- Tutaj! – krzyczeliśmy przez siebie. Kiedy nas zobaczył podbiegł i rozciął
liny.
- Verne, przepraszam za wszystko, co mówiłam. – coś mi przestało pasować. – Jak
się tutaj dostałeś?
- Ukradłem motor.
- Moja krew. – nigdy nie uwierzyłabym, że mój brat byłby zdolny do kradzieży
cukierka, a co dopiero motoru.
- Dla ciebie wszystko! – zaśmialiśmy się
- Nie chce wam psuć tej rodzinnej scenki, ale … Gdzie jest straszydło?
19:13 24 września 2009 r.
Biegliśmy przez pole szukając świętego drzewa
i jednocześnie uciekając przed Karminem. Mijaliśmy kolejne drzewa, ale Avion
nie mógł go znaleźć. Zobaczyłam światła latarek
- Puśćcie nas, nikomu nie powiemy co się tutaj stało – Chłopak uparcie próbował
wziąć wujostwo na litość.
- Nie możemy – rzekł jeden z mężczyzn, który był wmieszany w obrzęd – to zaszło
za daleko, aby teraz odpuścić. Karmin jest zły.
- Zaraz będzie po wszystkim, musicie oddać mu się
- Aaa! – kobieta krzyknęła, kiedy zobaczyła, jak głowa jej męża została odcięta
kosą, którą operował strach. Po chwili to samo zrobił z ciotką Aviona . Oboje
zostali ofiarami stracha. Wtajemniczeni miejscowi zaczęli uciekać podczas, gdy
bożek nieprzejęty cała sytuacją, złapał ciała i zaczął je ciągnąć za sobą. Po
chwili nie było po nim śladu.
15:43 25 września 2009 r.
Avion zaprowadził nas
kolejnego dnia do świętego drzewa. W świetle dziennym poszło mu, to o wiele
szybciej. Kiedy zobaczyliśmy stary dąb, otworzyliśmy kanistry i oblaliśmy cały
pień kilkoma litrami benzyny. Płomień pochłonął drzewo w kilka chwil, jakby
natura pragnęła się go pozbyć od lat. Z tego co mi wiadomo, Avion wyjechał z
miasteczka gdzieś na południe. Nie można mu się dziwić, w końcu chłopak sporo
tutaj przeżył. To miejsce jeszcze przez wiele lat, będzie opanowane przez mrok
i strach. Nigdy wcześniej tak się nie cieszyłam, po udanej akcji. Wyjaśniliśmy
sobie z Verne kilka spraw i wtedy Alcon zadzwonił z kolejnym zleceniem. Przed
nami kolejna podróż niosąca nowe przygody, ale i nowe niebezpieczeństwa. Podobno gdzieś w Arcanum Falls grasują lewiatany
~Erias Karou
Verne (ciągle szukający własnej drogi)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Zwykła rozmowa
Pamiętam jak będąc dzieckiem (czyt. okres przedszkole-początek podstawówki) wystarczyło kilka słów i już kogoś znałem, nie wahałem się mu za...
-
W tym poście chciałbym zamieścić jak ludzie radzą sobie z narastającym uczuciem stresu i jak odczytywać poszczególne zachowania. Przypomni...
-
Dzisiaj postanowiłem zrobić post o typach charakteru. Możliwe, że pomoże to wam w lepszym poznaniu siebie, ale i zrozumieniu jakim cechami ...
-
W tym poście i w kilku kolejnych postaram się wam przybliżyć tajniki czytania z mowy ciała. Podstawą jaką musimy opanować jest nauka uważn...