wtorek, 8 kwietnia 2014

SZTUKA #1

„Niezgodny”


Ciągle szukam siebie
Nikt nic o mnie nie wie
W zeznaniach czasem gubię się
Intrygi i kłamstwa – mój powszedni chleb

Gdy zechcecie mnie oceniać
Nie zapomnijcie też o swych sumieniach

Ref.
Długa trwa już ta historia
Wciąż próbuje coś w niej zmienić
Każdy dzień jest pustą kartką,
Z których stworzę swą biografię

Krążą w mym umyśle
Szepty o miłości
„To ona kluczem jest”
„Ufajcie tylko jej”
Lecz zastanówcie się
Czy warto ufać jej czy nie?
Czy chcecie zatracić się?

Ref.
Długa trwa już ta historia
Czasem uda się coś zmienić
Każdy dzień jest pustą kartką,
Z których tworzę swą biografię

Czy mam poddać się?
Czy uciec gdzieś?
Tracę siły na życie, które trwa
Nie wiem jak długo wytrzymam

Ref.
Długa trwa już ta historia
Czasem uda się coś zmienić
W każdym dniu zapełniam strony
Spisując swoją biografię

Wciąż na nowo tonę gdzieś
W odmętach myśli swych
Dziś odkrywam rąbek tajemnicy
Skryty w nich

Ref.
Długo trwa już ta historia
Czasem uda się coś zmienić
W każdym dniu zapełniam strony,
Lecz zostało ich już mało

Ref.


Długo trwała ta historia
Nic nie mogę już w niej zmienić
Każdy dzień był pustą kartką
Dziś skończyłem swą biografię

sobota, 29 marca 2014

Krew ubój i inne przyjemności

Posty z opowieści o Carmen są trochę nie chronologicznie, bo w ten sposób są pisane ... kiedy jest pomysł albo wena lecę z danym wątkiem i ... takie są tego efekty ... 

Spięłam włosy w luźny kucyk i udałam się do kuchnio-jadalnio-pralni w kawalerce, którą Nomad nazywał swoim sanktuarium. Znałam go właściwie od zawsze. Pamiętam jak pewnego razu, kiedy Halle uznał, że świetnym dowcipem będzie wylanie na moją głowę deseru czekoladowego. Nomad pomógł mi wtedy, mimo, iż nigdy wcześniej nie zamieniliśmy chociażby słowa. Od tego czasu byliśmy właściwie nierozłączni. Spędzaliśmy razem każdą wolną chwilę. Był jedyną osobą, której byłam w stanie bezgranicznie zaufać. Oboje byliśmy marzycielami. Godzinami mogliśmy rozmawiać o tym jak będzie wyglądało nasze życie, kiedy uwolnimy się z tego miasteczka. Arcanum Falls, było niewielką i bardzo zaściankową mieściną. Jeśli nie byłeś jak wszyscy, traktowali Cię jak wyrzutka, którego trzeba zrównać z ziemią. Nomad i ja właśnie tacy byliśmy i dlatego nasza koegzystencja była taka wspaniała. Mieliśmy chwile, w których nasze zdania się różniły. Świadomość, że nikogo poza sobą nie mamy sprawiała, że nic nie było w stanie nas na długo poróżnić.
Usłyszałam odgłos kropli spadających na kafelkową posadzkę. Na chwilę całkowicie przestałam myśleć i skupiłam się wyłącznie na tajemniczym dźwięku. Udałam się do łazienki, lekko odchylając drzwi. To, co zobaczyłam, przerosło moje najśmielsze wyobrażenia. Ściany były pokryte rysunkami i symbolami namalowanymi krwistą mazią. Zwłoki przytwierdzone do ściany gwoźdźmi bezwładnie zwisały ze ściany. Ciało wyglądało jak rozszarpane przez zwierzę. Długie pozlepiane potem i krwią czarne włosy przykrywały twarz. Odchyliłam kosmki włosów bojąc się widoku, który miałam przed oczyma. To był Nomad.

środa, 26 lutego 2014

SZTUKA! picia piwa

Witajcie moi drodzy ... czytelnicy (?)

Dziś chciałbym porozmawiać z wami o piwnym challengu

Zasady: Macie 24h na udostępnienie wideo na którym pijecie 500 ml piwa na raz i nominujecie następne 3 osoby. Osoba która nie podoła wyzwaniu, stawia kratę piwa.

Myślę, że to jedna z głośniejszych "fejsbukowych" akcji jakie do tej pory napotkałem.


Odczuwam, że dzisiaj dużo słów znajdzie się w " "

Na początek powiem, że nie rozumiem całego tego "fenomenu", jakim jest nagrywanie tych idiotycznych nagrań, gdzie gimnazjaliści, a czasami nawet podstawówka jak to zdarzyło mi się zauważyć, pije piwo do kamery ciesząc się od ucha do ucha, kiedy ostatni łyk trunku przepłynie im przez gardło. Nie wiem czemu niektórym ten fakt imponuje ... 


Może sam fakt, że takie piwo udało im się je zakupić?


Z tego co słyszałem, są nawet ofiary śmiertelne tej "zabawy" - GRATULUJE

Takie oklepane pytanie mam jeszcze: Jeśli ktoś wam zaproponuje pożycie cyjanku sodu, też tak chętnie nagracie filmik? Jeśli tak, to chętnie obejrzę

Taka dygresja :3

Nie wiem jak Wy, ale ja nie mając kontaktu z wieloma znajomymi "face to face" przeglądam sobie ich profile z ciekawość "co u nich słychać". Oglądam sobie profile i co 2 znajomy właściwie ma wideo jak z ucieszoną mordką pije piwko i nominuje 3 osoby do tej "akcji".

Stworzył się z tego swoisty łańcuszek i to powoli zaczyna mnie osobiście przerażać, ale na szczęście do mnie takowe wyzwanie nie trafiło. A nawet gdyby tak się stało, nie podjąłbym się go, ani tym bardziej z tego powodu nie zamierzał "stawiać kraty piwa".


Chcę Wam jeszcze tylko przypomnieć, że wielu pracodawców często sprawdza swoich przyszłych pracowników właśnie na "fejsbuku". Przeglądają ich profile, zdjęcia i również nagrania jeśli takowe się znajdą.
Pamiętam słowa mojej drogiej pani od przedmiotu z przyjazną nazwą "Język komunikacji nowych technologi" czyli w skrócie "jot-kom-nt":

~ W internecie nic nie ginie
Mimo, że wy przykładowo usuniecie wideo, nie znaczy, że ono całkowicie znika z internetu. Ktoś może zrobić screen, nagrać filmik ze swojego komputera programem do takowych działań. A wiemy, że takie istnieją bo nieraz pewnie oglądaliście tutoriale, gdzie ktoś pokazywał na własnym ekranie monitora jak coś się robi  - prawda?

Nie wiem, może jestem dziwny...
Może to, ze mną jest coś nie tak...
Com chciał - tom powiedział

Pozdrawiam również wszystkich, którzy czytają moje wypociny :)


Na koniec filmik, którym ktoś dosadnie się "wypowiedział" na temat wyżej wspomniany


http://www.youtube.com/watch?v=EHXhdF2UMVo - Powodzenia

wtorek, 25 lutego 2014

Ośmiorniczki atakują

Ciąg dalszy Carmen


Wracając do domu w głowie wciąż słyszałam echo słów Moriego. Szłam chodnikiem uważając na to, żeby nie stanąć na pęknięciu, a wspomnienia czasów, gdy wszystko było takie proste same napływały mi do mojego umysłu. Wtedy wszystko było łatwe. Nie trzeba było mieć drogich, markowych ubrań. Najnowszego smartfona. Można było być po prostu sobą – nikogo nie udawać. Nuciłam pod nosem piosenkę, którą mama śpiewała mi, zanim jeszcze straciła pracę i zaczęła pić. Usłyszałam sapnięcie. Odwróciłam się lekko, udając, że patrzę jedynie na drugą stronę ulicy. Kątem oka spojrzałam za siebie i zobaczyłam rosłego mężczyznę. Miał kaptur na głowie, a jego oddech słyszałam coraz wyraźniej. Przyśpieszyłam kroku, lecz wydawało mi się, że i on zaczął iść szybciej. Czułam, że powinnam zacząć biec, ale wtedy zapewne zacząłby gonić za mną. Z pewnością by mnie dogonił. Otrząsnęłam się. Pewnie to zwykły mężczyzna, który po prostu idzie w tę stronę, co ja. Wyciągnęłam z torby słuchawki i wtedy poczułam dłoń na ramieniu. Ostre szarpnięcie targnęło mną wprost do ślepej uliczki. Mężczyzna przydusił mnie przedramieniem do ściany. Patrzył na mnie swoimi czarnymi oczyma. Widziałam w nich wszystko, co się za chwile stanie. Czułam dłonie, które oblepiały moje ciało. Dyszał na mnie, klnąc niemiłosiernie. W moim umyśle krzątały się rozmaite myśli. Chciałam krzyczeć, lecz jego ręka miażdżyła mi krtań. Szamotałam się, chcąc wyrwać swoje ciało z jego objęć - był ode mnie silniejszy. Modliłam się, aby ktoś mi pomógł, jednak nikogo nie było. Ulica była pusta, a światła w budynkach zgaszone. Miasto umarło, a ja wraz z nim.

poniedziałek, 10 lutego 2014

Natchniony Laną Del Rey

Carmen

1
Utopia


Kiedy weszłam do środka, poczułam dreszcze i endorfiny rozpływające się po moim ciele. Oświetlenie i muzyka tworzyły klimat wieczności. Sprawiało to poczucie bezpieczeństwa i błogości. Kiedy przekroczyłam próg klubu, przestałam myśleć o tym, co przez cały dzień zaprzątało mi głowę. Byłą sekretarką matki - Nema, która puściła się z moim ojcem. Halle i Lujah, którzy, jak co dzień śmiali się mnie. Mimo to bezwstydnie chodzili do kościoła. Kat-Harsis, która rozpuściła plotkę w całej szkole, że się sprzedaje, bo matka wyrzuciła mnie z domu. Wszystko poszło w niepamięć. Pozwoliłam prowadzić się muzyce. Czułam jak całe zło dzisiejszego dnia odpływa wraz z kolejnymi ruchami mego ciała. Mogłabym spędzić resztę życia tańcząc bez pamięci. Światła opływały moje ciało, a ciemność ukrywała to, co miało już nigdy nie wrócić – cierpienie. Otwierając oczy widziałam jedynie tłum ludzi, którzy zdawali się również pragnąć jedynie chwil zapomnienia.
- Nie widziałem Cię wcześniej w Utopii. Jesteś tu nowa? - Zagadnął mnie brunet ubrany czarną koszulkę z nadrukiem, starając się przekrzyczeć muzykę. Na pierwszy rzut oka wyglądał jak diler.
- A czy to ma jakieś znaczenie? – Powiedziałam, chcąc go spławić i móc oddać się z powrotem rozkoszy zapomnienia.
- Jestem Mori, a Tobie jak na imię?
Chłopak nie wyglądał, jakby zamierzał odpuścić, więc odeszłam w stronę baru, aby trochę odsapnąć.
- Barman! - Starałam się przekrzyczeć muzykę – Coś mocnego!
- Nie jesteś trochę za młoda? – Uśmiechnął się i sięgnął po jedną z butelek nalewając mi coś do szklanki.
- Nie wiesz może, co to za facet? – Mówiąc to, wskazałam na bruneta, który właśnie zbliżał się ku mojej skromnej osobie.
- Jeśli lubisz kłopoty, powinnaś się z nim dogadać – Napomknął barman i odszedł ku kolejnej, spragnionej procentów duszy.
Sięgnęłam po napój i wypiłam łyka. Nie wiem, co to było, ale porządnie wykrzywiało mordę. Odstawiłam szklankę i patrzyłam jak … Neri czy jak mu tam, próbuje się przebić przez tłum w stronę baru. Chłopak widocznie upodobał sobie mnie, jako dzisiejszy łup.
- O nie, nawet o tym nie myśl - pomyślałam – spokojnie, pewnie za chwile sam się przekona, że nie jestem warta uwagi.
- No wiec jak? – Zapytał Mori, kiedy znalazł się wystarczająco blisko mnie - Zdradzisz mi swoje imię?
- Carmen – Krzyknęłam, żeby mieć go z głowy i nie musieć powtarzać dwa razy.
- A więc, Carmen, udamy się w nieco cichsze miejsce?
Kiedy patrzyłam w jego, brązowo-zielone oczy czułam się jak niepoprawna romantyczka z książek pokroju zmierzchu, które czytają nastolatki. Przyznaję, że też czytałam ten chłam z czystej ciekawości i totalnie nie potrafię pojąć, co ci dwaj widzieli w tej biednej sierotce. Miałam kilka takich chwil, kiedy chciałam być na jej miejscu. Czuć, że ktoś mnie potrzebuje, a nawet pragnie.
- Prowadź - powiedziałam.
Mori złapał mnie za przegub i zaczął przecinać tłum ludzi na wskroś, aż znaleźliśmy się w loży ukrytej, za kotarą. Wskazał mi, aby usiadła, więc i tak zrobiłam.
- Po co? –Zapytałam przerywając ciszę.
- To znaczy? – Powiedział zdezorientowany.
- Dlaczego mnie tu zabrałeś?
- Obserwowałem Cię, jak tańczysz i pewnie nie uwierzysz, ale wyglądałaś, jakbyś chciała tańcem sprawić, aby wszystko przestało istnieć. Tak wiem, to brzmi idiotycznie, ale tak właśnie było.
- Słodkie – uśmiechnął się – Mogę już sobie iść? – Uśmiech zszedł z jego twarzy równie szybko jak się pojawił, więc wstałam i … usiadłam, ponieważ złapał mnie za rękę i straciłam równowagę.
- Czemu jesteś taka oschła podczas gdy mam coś, co może odmieć twoje życie?
Spojrzałam ponownie prosto w jego oczy. Teraz wydawały się być granatowe, jak burzowa chmura. Nigdy nie przypuszczałam, że którykolwiek chłopak będzie potrafił przykuć moją uwagę.
- Widzę, że Cię zaintrygowałem – uśmiechnął się
- Co masz na myśli? Narkotyki? Dopalacze?
Kompletnie nie rozumiałam jego pobudek, wobec mnie. Czułam jednak, że nie pozostaje mi nic innego, jak wysłuchać tego, co ma mi do zaoferowania.
- Narkotyki, to jedynie ułuda. Ja mogę dać ci rzeczywistość, o jakiej tylko mogłaś marzyć.
- Jesteś jakimś zboczeńcem. Świrem! – poczułam, że czas opuścić to miejsce i wrócić do domu.
- Carmen, uspokój się. Wysłuchaj, a później podejmiesz decyzję – powiedział nieco poważniejszym tonem.
Teraz, kiedy na niego patrzyłam, wydawał się być starszy niż wcześniej to oceniłam. Może to przez oświetlenie albo barman dodał mi coś do drinka.
- Masz trzy minuty na wyjaśnienie mi, o co Ci chodzi – Powiedziałam stanowczo.
- Wyobraź sobie, że cały świat jest w Twoich dłoniach. Możesz uczynić z nim, co zechcesz. Pomyśl, że możesz zmienić wszystko i wszystkich według własnego widzimisię.
 Mówiąc te słowa Mori wpatrywał się we mnie i przeszywał wzrokiem, jakby chciał wzbudzić we mnie zaufanie. Nie wiem, co mnie skłoniło, aby zgodzić się go w ogóle wysłuchać.
- Minuta pięćdziesiąt cztery – Powiedziałam patrząc na wyimaginowany zegarek na mym zegarku.
- Do rzeczy – powiedział Mori – Gdybyś mogła coś zmienić, co by to było?
Pierwsze, co mi przyszło na myśl, to fakt, że żyję. Później pomyślałam o wszystkich problemach. Nie tylko dzisiejszych, ale też o tych, które trapiły mnie od dawna. Byłam szarym „nerdem”, który myśli wyłączenie o tym, czy w ogóle warto pokazać się na balu maturalnym.
- Często rozmyślałam o tym, dlaczego Bóg poskąpił mi gustu, charyzmy czy nawet poczucia humoru. Nie mam przyjaciół, czy nawet znajomych. Może poza Nomadem. Cała reszta mnie ignoruje i udaje, że nie istnieje. Nie mam nic.
Wszystko wypływało ze mnie jak z pękniętej tamy, którą był mój umysł. Kryłam to wszystko w sobie, a teraz coś we mnie pękło i po prostu musiałam to powiedzieć na głos.
- A więc czego pragniesz? – Zapytał Mori
- Chciałabym posiadać coś, co sprawiłoby, że stałabym się wyróżniona. Chcę by wszyscy wiedzieli, kim jestem i zapamiętali na długo – Sama dokładnie nie wiedziałam, o co konkretnie mi chodziło.
- Co byłabyś w stanie poświęcić, w zamian za ten dar? – Brunet sprawił, że poczułam ciarki na mym ciele.
- Począwszy od mojej duszy? Wszystko! – Wykrzyknęłam głośno, po czym zdawało mi się, iż muzyka w klubie na chwilę przycichła, aby wszyscy mogli mnie usłyszeć.
- Dlaczego? – Zapytał Mori.
-Czy kiedykolwiek zauważyłeś, jakie łatwe jest życie innych ludzi? Kupują modne ubrania. Mają samych wpływowych znajomych. Są zapraszani na najlepsze imprezy i wydaje się jakby zawsze otrzymywali to, czego chcą. A Ty jesteś zawsze gdzieś z boku.
Cały żal, jaki miałam do świata wylewał się ze mnie. Mori patrzył na mnie z uwagą i dozą intrygującej tajemnicy, która kryła się w jego spojrzeniu. Patrzyłam na niego, a on jakby przeszywał mnie całą. Wydało się, jakby mógł usłyszeć moje myśli.
- Nikomu nie zrobiłoby różnicy gdybyś w ogóle nie istniała –pomyślałam ze smutkiem.
Mori wstał, uśmiechnął się i powiedział.
- Jest w Twoim życiu ktoś, komu na Tobie zależy. Kiedy go stracisz…


Rozległ się dźwięk telefonu…


CDN.

niedziela, 12 stycznia 2014

Szkolne paranoje :)

Dziś chciałbym przedstawić paranoje w mojej szkole ...
Ostatnio w moim kochanym technikum z tygodnia na tydzień jest coraz ciekawiej.
Wszystko zaczęło się bodajże od dwukrotnie zatkanych umywalek ( UWAGA! ) w damskiej toalecie. Wniosek dyrekcji był taki, iż zablokują nam "szczęśliwy numerek" na czas nieokreślony.
Na poprawie sprawdzianu z matematyki nauczyciel nie podał poleceń do sprawdzianu, mimo licznych próśb ze strony uczniów.Psorka od polskiego wpisała mojej koleżance jedynkę za niezadane zadanie domowe.Jednej babce od angielskiego nie chciało się robić lekcji, wiec zwolniła całą grupę do domu.
Jeden z "super pomysłów" naszej szkoły:
- Kupić papier kredowy (bo po co zwykły)
- Drukować na nim kolorową gazetkę szkolną (4zł-sztuka)
- Udostępnić ją tego samego dnia na stronie szkoły za darmo ...

Kobieta od zawodowych robiąc sprawdzian albo kartkówkę nie uznaje osobistego toku myślenia i zalicza jedynie słowa, których ona sama użyła. Raz chciała się ze mną kłócić, że źle napisałem kartkówkę, podczas gdy przepisałem słowo w słowo to co było w książce. Gdy powiedziałem jej, że to samo jest w książce uznała, że "Uznam ci to, ale to nie po mojemu". Ta sama kobieta kazała nam się nauczyć tabeli o spółkach i powiedziała, że pozwoli nam poprawiać tą kartkówkę, aż nie będzie pozytywnej oceny. Kiedy jedna z moich koleżanek napisała tą kartkówkę na jedynkę, psorka stwierdziła, że nie pozwoli jej podejść do kartkówki kolejny raz.
Uwaga złamanie statutu: 4 sprawdziany w ciągu jednego tygodnia i tak przez 2 tygodnie.

Fajnie co nie? A dlaczego tak się stało? Ponieważ przez półrocze wszyscy mieli czas, a pod koniec semestru nagle przypomnieli sobie, że muszą być 3 oceny do wystawienia semestralnej. Jednak psor od fizyki pobił wszystkich o głowę. Pewnego dnia przyszedł na lekcje 9 minut przed dzwonkiem i udał, że wszystko jest w porządku. Nie było go przez prawie cały semestr i chyba myśli, że jego przedmiot wychodzi poza normy szkolne.

Pomińmy tą jakże piękną ocenę. Otrzymałem ją tuż po prawie półmiesięcznej nieobecności nauczyciela, który zaraz po swoim przybyciu jeb*ął nam kartkóweczkę :)
Pewnie byłoby tego więcej, ale jako, że nie byłem skłonny zrobić pełnego rozeznania opisałem jedynie to co zdarzyło się mojej grupie ...
A teraz to co każdy z nas wie: Oświata jest poje*ana 
Zacznijmy od faktu, że przedmioty ogólne są w pierwszej klasie całkowicie bez celu. Nie nauczą nas tam niczego co byłoby w jakimś stopniu przydatne (przynajmniej na moim kierunku)
Ostatnio zapytałem pewną kobietę po studiach jaki jest cel nauki o DNA w zawodzie "technik organizacji reklamy"Odpowiedź: No .... ym ... nie wiem*
Albo jeszcze ciekawsza odpowiedź matematyka, który został zapytany o przydatność w praktyce przekształcania wzorów
Odpowiedź: Kiedy będziecie musieli na fizyce (...)*
Także wnioski same się nasuwają ...
Nauka tak istotnych w życiu tematów jak "przeróbka ropy naftowej i węgla kamiennego" czy "równania i układy równań pierwszego stopnia" lub "interpretacja Psalmu 51" jest potrzebna jedynie w szkole i kiedy wyjdziemy poza mury tego budynku możemy o tej wiedzy zapomnieć, bo wątpię by ktoś pragnął rozmawiać w autobusie o tym dlaczego "Czerni się w wodzie żabi skrzek".
Szkoła od lat skłania do ściągania, przepisywania zadań, wagarowania i innych tego typu zachowań. Spowodowane jest to tym, że najzwyczajniej Ci którzy wymyślają to, czego mamy być nauczani nie mają o tym nauczaniu zielonego pojęcia. Program jest przeładowanym bezsensownym bełkotem, który ma wyprać nam mózgi, aby przystosowały się do przyjmowania poleceń bez względu na ich sens. Od najmłodszych lat kreatywność jest tępiona, a jeśli myślisz teraz o lekcji muzyki i plastyce to jest to tylko ułuda :) 

Pomyśl, jaki sens mają 2-3 godziny religii tygodniowo, a fizyki czy chemii jedna w tygodniu ... Ja też nie znam na to pytanie odpowiedzi i pewnie mógłbym przejść się do dyrekcji w poniedziałek i zapytać dlaczego tak właśnie jest, a miła pani sekretarka czy inna urzędniczka spojrzałaby na mnie i odpowiedziała bełkotem, którego wyuczyła się prawdopodobnie na pamięć.


*Odpowiedzi są jedynie przybliżoną wersją, gdyż niestety moja pamięć nie zapamiętała pełnej treści wypowiedzi :)

środa, 27 listopada 2013

Nie ufaj miłym ludziom - opowiadanie


Dynia


18:55 23 września 2008
- Bardzo dziękujemy - uścisnęła dłoń pani Carmody.
- Przyjemność po naszej stronie. Weźcie jeszcze trochę ciasta dyniowego na drogę - kobieta serdecaznie się uśmiechnęła i wręczyła pakunek Karou
- Wyjaśnię wam, jak dojechać do Sugarville. Kiedy wyjedziecie z miasteczka i miniecie pole dyniowe powinniście skręcić w prawo na rozdrożu. Później wystarczy patrzeć na znaki. - powiedział pan Carmody – gospodarz domu.
- Jeszcze raz dziękujemy. – dodał Erias, wsiadając do samochodu.


19:38 23 września 2008 
- No chyba żartujesz? – powiedział, kiedy tuż przy polu usłyszał gasnący silnik.
- Co się stało? – zapytała niemrawo Karou, która jeszcze chwilę temu spała.
Chłopak wysiadł z samochodu. Kiedy podniósł maskę od razu rozpoznał (oczywistą) przyczynę.
-Silnik zdechł.
-W takim tempie nigdy nie dojedziemy na miejsce. – Euforia Karou, która ją przepełniała w związku z pokazem mody Dolores Blackburn uleciała równie szybko, jak nadzieja, że tej nocy opuści to przerażające miasteczko.  Dolores była projektantką mody, która zasłynęła  z projektów kreacji dla Lady Gagi. Mimo, że nie pracuje już z gwiazdą, wciąż cieszy się popularnością i uznaniem w świecie mody.
- Obiecuje, że dojedziemy na czas. – powiedział Erias sam  nie wierząc w to co mówił - Spójrz - chłopak wskazał palcem na palące się światło widoczne pomiędzy drzewami - tam jest jakiś dom.
- Ja tam nie idę, nawet na to nie licz.
- Dobrze, ja pójdę, a ty tu zostań. – mówiąc to, dobrze wiedział, że ona nigdy nie zostałaby sama w szczerym polu. Kiedy ruszył w stronę domu usłyszał szelest liści – to Karou.
Idąc pomiędzy, ogołoconymi z liści, drzewami zobaczył niewyraźną postać. Był to strach na wróble.
-Koszmarek – szepnęła Karou mijając czupiradło. Nie była pewna, ale wydawało jej się, że straszydło łypało na nią spod czupryny słomianych włosów. – Pośpieszmy się, dobrze? – powiedziała wyraźnie poddenerwowana.
Oboje przyspieszyli tępa, jakby czuli zbliżające się ku nim niebezpieczeństwo. Z każdym krokiem zaczynali przyspieszać, aż zaczęli biec w stronę pobliskiej chaty. Karou zbliżała się do domostwa, lecz spostrzegła, że Eriasa nie ma nigdzie w pobliżu. Rozglądała się niespokojnie 
- Erias! – krzyknęła, nawołując narzeczonego – To nie jest zabawne! – usłyszała szelest i dyszenie. – Erias? – Teraz nie była pewna czy to dowcip jej przygłupiego amanta, czy ktoś czaił się za drzewami obserwując każdy jej ruch. Emocje wzięły górę – zaczęła biec, coraz bardziej oddalając się od chaty. Biegła ile sił, lecz nogi miała jak z waty – upadła. Obejrzała się za siebie. To co zobaczyła przerosło jej wszelkie obawy. Erias leżał na ziemi – przynajmniej to co z niego zostało. Jego ciało było oskórowane. Wnętrzności zostały usunięte z ciała, a głowa została wyrwana z tułowia. Karou była przerażona i nie potrafiła wydusić z siebie nic, poza głuchym krzykiem rozpaczy. Nie trwał on jednak długo, gdyż to co zobaczyła, gdy podniosła wzrok, było dla niej, jak koszmar, z którego nie potrafiła się obudzić.


16:38 21 września 2009 r. 
Dzisiejszy dzień zapowiadał się zwyczajnie tragicznie.
Pokłóciłam się z Verne. Ostatnio często nam się to zdarza Prawdopodobnie zmierzał właśnie w kierunku Sugarville. On wiecznie był poukładany i kompletnie nieasertywny, w przeciwieństwie do mnie. Ja ciągle robiłam idiotyczne i niebezpieczne rzeczy, dla czystej adrenaliny. Przyznaję, że nieraz przejechałam się na takim stylu bycia. Przynajmniej będzie co opowiadać wnukom na dobranoc. Dzisiaj, zaraz po przebudzeniu usłyszałam, jak Verne rozmawia przez telefon z ojcem. Kiedy tylko miał z nim kontakt zaczynał zachowywać się jak zahipnotyzowany. Nie przeszkadzało mi to w dzieciństwie. Teraz kiedy swoje przeżyłam i mam świadomość tego, jaki ojciec ma na niego wpływ, jest mi go po porostu żal. Tłumaczyłam mu wiele razy, że powinien się opamiętać. Mimo iż jestem młodsza od swojego brata, to o wiele wcześniej zaczęłam myśleć samodzielnie i brać odpowiedzialność za to, co robię. Ojciec dzwonił w sprawie kolejnego zniknięcia. Para młodych narzeczonych zniknęła bez śladu.
Podobno zaginięcia miało miejsce rok temu 23 września w miasteczku Nova.

Coś mnie tknęło.
Sięgnęłam do notesu i sprawdziłam czy data ma jakieś konkretne odniesie do czegokolwiek, co pomogłoby ustalić przyczynę. 
Znalazłam!
„Święto Mabon, które jest powszechnie znane jako dożynki. W tym czasie dziękuje się za wszystko, co przyniosły minione miesiące.”
Kartkując dziennik szukałam informacji o bożkach lub rytuałach, które potrzebują ofiary z dwojga przedstawicieli naszego gatunku. Szkoda, że Verne mnie opuścił - jego mózg byłby, jak znalazł.
 Nie ma czasu. Zadzwonię do wuja Alcona w drodze – powiedziałam sama do siebie


07:49 22 września 2009 r. 
To miasteczko przyprawia o dreszcze. Kiedy meldowałam się w motelu, miałam wrażenie jakby recepcjonistka próbowała zabić mnie wzrokiem. Aktualnie leżę na łóżku, w pokoju który wygląda jakby niejedno widział. Zadzwoniłam do Alcona, lecz niczego nowego się nie dowiedziałam. Potwierdził jedynie moje domysły. Nie cierpię czekać na
informację - zwłaszcza kiedy działam w pojedynkę, bo jaśnie księżna Verne się obraził i postanowił sobie wyjechać. AGHR!!!

Nova (miasteczko skrywające mroczną tajemnicę)
+
Vonie (wiecznie szukająca problemów)
-
Verne  (ci
ągle szukający własnej drogi)
=
MEGA KŁOPOTY

13:14 22 września 2009 r. 
-  Przepraszam, kojarzy pan może tę dwójkę? – mówiąc to pokazałam mu fotografię dwójki zaginionych, których znalazłam w raporcie policyjnym – Podobno widziano ich tutaj. – Mężczyzna wyciągnął dłoń po zdjęcia, lecz jedynie rzucił na nie okiem
- Przykro mi, niestety nie pamiętam żadnego z nich. Rzadko ktoś obcy się tutaj pojawia. – Mówił to tak, jakby traktował przejezdnych jak zarazę.
- Objechałam już sąsiednie miasteczka, lecz tam też nikt o nich nie słyszał. Jakby zapadli się pod ziemię – Wyraz jego twarzy był bardzo wymowny. On ich rozpoznał, ale nie wiedzieć czemu nie chciał nic powiedzieć – Dziękuje i przepraszam – czułam jego wzrok na sobie, gdy wsiadałam z powrotem do auta.


13:47 22 września 2009 r. 
Zajechałam do pobliskiej stacji benzynowej, aby zatankować i kupić coś do jedzenia. Dawno już nie jadłam nic poza batonikami i rybą z puszki.
- Poproszę kilka konserw i trzy galony benzyny
- Rzadko widzi się tutaj zamiejscowych. Dokąd to się pani wybiera ? 
- Kobieta, która mnie obsługiwała wydawała się być miła, więc postanowiłam spróbować zagadnąć ją o zaginionych nowożeńców.
- Próbuję dowiedzieć się co się stało z moimi przyjaciółmi. Zaginęli rok temu i podobno zatrzymali się tutaj, ale nikt o nich nie słyszał, jak na razie. – sięgnęłam do torby i pokazałam jej zdjęcia – Może Pani ich rozpoznaje? – kobieta ubrała okulary i zmrużyła oczy, lecz nie rozpoznała ich. Wtedy do sklepu wszedł mężczyzna ubrany we flanelową koszulę i czapkę z daszkiem. 
- Kochanie widziałeś tutaj tych dwoje? 
- Możliwe, że zatrzymali się tutaj, aby zatankować? – zagadnęłam starca, jednak oboje zaprzeczyli. Usłyszałam dzwoneczek w drzwiach i zerknęłam przez ramię z ciekawości. Był to młody chłopak o kruczoczarnych włosach. 
- Wuju, gdzie to postawić ten karton?
- Postaw koło okna – odpowiedziała kobieta. Chłopak zerknął na zdjęcia, które znów trzymałam w rękach.
- Coś się stało?
- Szukam dwójki przyjaciół, którzy zaginęli jakiś czas temu.
- Kojarzę ich – Nareszcie! – pomyślałam i podałam mu zdjęcie, aby upewnić się, że to na pewno ich pamiętał.
- Pamiętacie tą dwójkę, która zgubiła drogę? – Zapytał chłopak, a starcy spojrzeli po sobie – Zatrzymali się tutaj jakiś rok temu
- Faktycznie! Teraz pamiętam. – Kobieta uśmiechnęła się do mnie.
- Wiedzą Państwo gdzie się później udali?
- Pokierowałem ich jak dojechać do Sugarville i odjechali.
- Powie mi Pan którędy tam dojechać?
- Kiedy wyjedziesz z miasteczka i miniesz pole dyniowe  skręć w prawo na rozdrożu. Później wystarczy, że będziesz patrzeć na znaki
- Dziękuję serdecznie, bardzo mi państwo pomogli – przy drzwiach rozległ się dźwięk dzwonka
- Przepraszam – powiedziała rudowłosa dziewczyna, a zaraz za nią do sklepu wszedł jakiś napakowany koleś, który wydawał się jej chłopakiem.- Zepsuło nam się auto. Czy jest tutaj gdzieś warsztat? 


16:04 22 września 2009 r. 
Mgła otaczająca pole i okoliczne drzewa byłą wręcz demoniczna. Czułam dreszcze kiedy kroczyłam ścieżką, wtedy ujrzałam tego koszmarnego stracha na wróble. Był szkaradny: stary, zniszczony prochowiec, sfatygowany kapelusz i maska która sprawiała, że upiór przyprawiłby niejednego o zawał serca nocną porą. Podeszłam bliżej, aby się przyjrzeć. Wzięłam drabinę i wspięłam po szczeblach. Kiedy znalazłam się na wysokości czupiradła puls mi przyspieszył. Miałam wrażenie, że za chwilę monstrum serwie się z lin, którymi był przytwierdzony do stelażu. Moją uwagę przykuło znamię na mordzie tej zmory. Nagle coś sobie przypomniałam i wyciągnęłam z plecaka zdjęcie dziewczyny. Miała bliznę dokładnie w tym samym miejscu co ta diabelska maszkara.
- No to już wiemy co się z nimi stało


 17:22 22 września 2009 r. 
Poinformowałam Alcona o tym czego się dowiedziałam. Powiedział mi, że to prawdopodobnie 
Karmin –bożek, który opiekował się plonami i ochraniał wioski przez złem. Zazwyczaj jego ołtarz w postaci stracha na wróble był stawiany na polach lub sadach. Składano mu ofiary mu z kobiety i mężczyzny. Niestety wciąż nie znalazł odpowiedzi jak go zabić. Verne wciąż nie oddzwaniał mimo, że zostawiłam mu chyba z tysiąc wiadomości. Na bank wiedziałby, co zrobić w tej sytuacji.


19:49 23 września 2009 r. 
- Czemu ja wcześniej o tym nie pomyślałam!  - powiedziałam, kiedy ujrzałam samochód na środku drogi – To na pewno ta parka, która zatrzymała się w sklepie – Wysiadłam z samochodu i zabrałam ze sobą strzelbę. Biegłam pomiędzy drzewami szukając dwójki niczego nieświadomych cywili. Kiedy wybiegli na mnie wyglądali na przerażonych – maszkaron pewnie już się zerwał na polowanie.
- Uciekajcie do samochodu i … - nie musiałam kończyć, oboje wzięli nogi za pas i pognali w stronę szosy.
Zaczęłam strzelać do tego diabelskiego monstrum, niestety bez skutku. Jako, że srebrne kule nic nie dały musiałam uciekać. Odjeżdżając widziałam z oddali samochód niedoszłych ofiar Karmina.
Zadzwonił telefon – Alcon
- Właśnie uciekłam żywemu maszkaronowi. Masz coś dla mnie?
- Ogień! Musisz spalić święte drzewo! 
- Nie pomagasz. – zdyszana wysapałam do telefonu - Skąd mam wiedzieć które to? – usłyszałam odłożoną słuchawkę – HALO! – wołałam bezcelowo. Słyszałam jedynie ciszę. - No super! – Alcon zawsze się rozłączał, kiedy pytałam go o coś, czego nie wiedział. Poczułam silny ucisk w klatce piersiowej – coś uderzyło w moje auto.


16:22 24 września 2009 r.
Usłyszałam otwierające się drzwi pomieszczenia, w którym się ocknęłam
- Ciociu Nevido proszę nie róbcie mi tego, proszę – był to chłopak, który pomógł mi w znalezieniu moich rzekomych znajomych. Facet który pokazywał mi drogę, wepchnął go po schodach do pomieszczenia– Czemu to robicie? – Był wyraźnie przestraszony.
- Gdyby nie ona – wskazała na mnie – nigdy nie dowiedziałabyś się o tym 
- On – prawdopodobnie chodziło mu o stracha– jest na nas zły, nasze plony marnieją - to dla wspólnego dobra kochanie – mówiąc to zamknął drzwiczki i zaryglował je.
 

16:58 24 września 2009 r. 
- Przestań! – wrzasnęłam na niego – Twoje łażenie w kółko i stękanie nic nie pomoże
- Przecież to nie może być prawda, dlaczego oni to robią? – Chłopak wydawał się być zdezorientowany.
- Musisz mi pomóc.
- Jak? Jesteśmy tu uwięzieni – boże jak ja nie cierpię takich mazgai 
- Jak masz na imię?
- Avion – powiedział chłopak
- Posłuchaj Avion, możemy wyjść z tego cało. Mam na imię Vonie i jestem łowczynią demonów. – Mówiąc to pokazałam mu swój tatuaż na karku, który chronił mnie przez urokami. -Myślę, że po tym co dziś zobaczyłeś, jesteś w stanie mi uwierzyć. Wydaje mi się, że nie masz specjalnego wyboru.  Musisz mi powiedzieć czy w okolicy pola jest jakieś drzewo, które jest stare, albo traktowane, jakby było święte? - spojrzał na mnie i już chciał zaprzeczyć, kiedy nagle coś go olśniło.
- Jest bardzo stary dąb. Z tego co wiem, było to pierwsze drzewo, które posadzono na tych ziemiach –powiedział.
- Obiecuje, wyjdziemy z tego. – sama nie wierzyłam do końca w to co mówię


17:31 24 września 2009 r. 
- Dlaczego to robicie? – chłopak zapytał wyraźnie przerażony tym, że ci których kochał chcą złożyć go w ofierze.
- To jest dla nas trudne, ale to musisz być ty. – powiedziała jego ciotka
- Zostaniemy karmą dla Karmina, podczas gdy wy będziecie się cieszyć szczęściem i brakiem problemów.  To jest dla was takie trudne?- Krzyczałam cała roztrzęsiona.
-Wspólne dobro jest ważniejsze, niż dobro jednostki – powiedziała ta stara raszpla, kiedy siedzieliśmy przywiązani do drzewa.
- Wynośmy się stąd, za chwile zrobi się tutaj nieprzyjemnie. – Powiedziała ciotka do reszty społeczeństwa wplątanego w to całe zamieszanie.


18:41 24 września 2009 r.
- Dlaczego oni to robią? – młody po mimo całej tej sytuacji, wciąż nic nie rozumiał
- Składają nas w ofierze Karminowi. Jest to bożek, który chroni ich plony w zamian za ofiarę z mężczyzny i kobiety, czyli ciebie i mnie w tym przypadku. Wszystko po to,  aby ich marne życie nabrało kolorów. Zabili już tyle ludzi, że jesteś dla nich jedynie kupą mięsa
- Vonie, ale obiecałaś, że nas stąd wydostaniesz!
- Wciąż pracuje nad planem. – kompletnie nie wiedziałam co mam zrobić. Byłam totalnie bezbronna.
- Słyszałaś? 
- Przykro mi młody, ale to chyba nasz koniec – powiedziałam pogodzona ze swoim losem.
- Vonie! – to Verne, nigdy się tak nie cieszyłam słysząc jego głos
- Tutaj! – krzyczeliśmy przez siebie. Kiedy nas zobaczył podbiegł i rozciął liny. 
- Verne, przepraszam za wszystko, co mówiłam. – coś mi przestało pasować. – Jak się tutaj dostałeś?
- Ukradłem motor.
- Moja krew. – nigdy nie uwierzyłabym, że mój brat byłby zdolny do kradzieży cukierka, a co dopiero motoru.
- Dla ciebie wszystko! – zaśmialiśmy się
- Nie chce wam psuć tej rodzinnej scenki, ale … Gdzie jest straszydło?


19:13 24 września 2009 r. 
Biegliśmy przez pole szukając świętego drzewa i jednocześnie uciekając przed Karminem. Mijaliśmy kolejne drzewa, ale Avion nie mógł go znaleźć. Zobaczyłam światła latarek
- Puśćcie nas, nikomu nie powiemy co się tutaj stało – Chłopak uparcie próbował wziąć wujostwo na litość.
- Nie możemy – rzekł jeden z mężczyzn, który był wmieszany w obrzęd – to zaszło za daleko, aby teraz odpuścić. Karmin jest zły. 
- Zaraz będzie po wszystkim, musicie oddać mu się
- Aaa! – kobieta krzyknęła, kiedy zobaczyła, jak głowa jej męża została odcięta kosą, którą operował strach. Po chwili to samo zrobił z ciotką Aviona . Oboje zostali ofiarami stracha. Wtajemniczeni miejscowi zaczęli uciekać podczas, gdy bożek nieprzejęty cała sytuacją, złapał ciała i zaczął je ciągnąć za sobą. Po chwili nie było po nim śladu. 


15:43 25 września 2009 r. 
Avion zaprowadził nas kolejnego dnia do świętego drzewa. W świetle dziennym poszło mu, to o wiele szybciej. Kiedy zobaczyliśmy stary dąb, otworzyliśmy kanistry i oblaliśmy cały pień kilkoma litrami benzyny. Płomień pochłonął drzewo w kilka chwil, jakby natura pragnęła się go pozbyć od lat. Z tego co mi wiadomo, Avion wyjechał z miasteczka gdzieś na południe. Nie można mu się dziwić, w końcu chłopak sporo tutaj przeżył. To miejsce jeszcze przez wiele lat, będzie opanowane przez mrok i strach. Nigdy wcześniej tak się nie cieszyłam, po udanej akcji. Wyjaśniliśmy sobie z Verne kilka spraw i wtedy Alcon zadzwonił z kolejnym zleceniem. Przed nami kolejna podróż niosąca nowe przygody, ale i nowe niebezpieczeństwa. Podobno gdzieś w Arcanum Falls grasują lewiatany



~Erias Karou

Zwykła rozmowa

Pamiętam jak będąc dzieckiem (czyt. okres przedszkole-początek podstawówki) wystarczyło kilka słów i już kogoś znałem, nie wahałem się mu za...